Derksena bawiły jego jęki i błagania by przestał, jednak nie chciał go zabić... Dba w końcu o swoje zabawki. Wiedział, że złotookiego bardziej niż TO boli jego postrzeganie o nim... jednak Len nie wiedział wszystkiego.
-Przestań-wychrypiał Lenny. Był na granicy omdlenia i przytomności. Ból ni do zniesienia przeszywał jego ciało, ale była w tym odrobina przyjemności.
Wrzasnął, kiedy demon zaczął nacinać jego ciało.
-Co ty robisz ?-wyszeptał, nie był już w stanie krzyczeć. Łzy ciekły strumieniem po jego policzkach.
-Naznaczam swoją własność-wyszeptał mu na ucho, przygryzając je przy tym. Lenny wrzasnął czując jak Derksen niego wychodzi. Biała ciecz zmieszana z krwią ciekła mu po nogach.
Ledwo się ruszał. Tak naprawdę nie mógł się ruszyć.
-Słodki jesteś-mruknął czerwonooki, patrząc na zmaltretowanego braciszka. Ubierał się, a kiedy skończył poszedł do łazienki. Napuścił letniej wody do wanny, po czym wrócił do pokoju.
Len nawet nie stawiał oporów kiedy ten wziął go na ręce. Bolało~ Tak strasznie bolało. Kolejne łzy poleciały z jego oczy. Kiedy został położony przez brata do wody, po jego twarzy przeszedł grymas cierpienia. Wszystko szczypało, a zaczęło jeszcze bardziej kiedy demon obmywał jego ciało.
Len nawet nie mógł uwierzyć, w delikatność jaką został teraz obdarzony.
~Dlaczego on tak nie może się zachowywać?~przemknęło mu na myśl. Derksen tylko uśmiechnął się lekko, ale w jego oczach był jakiś błysk. Po raz kolejny obdarował brata pocałunkami i czerwonymi śladami na szyi, co wywołało cichy jęk u złotookiego.
Cały był sparaliżowany ze strachu przed nim. Bał się, że znowu będzie TO SAMO. Jednak zdziwienie jakiego malowało się na jego twarzy powstało w skutek położenia go owiniętego w pasie z ręcznikami na łóżku i przykrycia białą pościelą.
-Do następnego razu-wymruczał czerwonooki zostawiając na ustach jeszcze nowe ślady zębów, krwi i bólu, oraz przyjemności wywołanej przez ostatni pocałunek .
***-Mariś on nie chce twojego szczęścia-mruknęła brunetka.
-Skąd niby o tym wiesz ?!-warknął szatyn, posyłając jej złowrogie spojrzenie.
-Chcesz tylko kamienia Threbe, debilu-fuknęła, po czym złapała mnie za rękę i pociągnęła w swoją stronę.-Mariś wracamy~! Nic tu po nas-zachichotała.
-A czy z tobą Maju będę szczęśliwa ? Spełnię swoje marzenia ?-spytałam z nutą nadziei w głosie. Nie miałam parzeń. Ja ich nie mam.-Powiesz mi czemu nic nie pamiętam?
-Dobrze Mari. Chodzi o kamień... Wiesz czemu masz innego koloru oczy ?-pokręciłam przecząco głową-On Ci wyłupił jedno. Twoim marzeniem jest zemsta na nim-wywarczała wskazując na Asakurę.
To dlatego się go bałam ?
-Jemu zależy tylko na mocy kamienia i niczym więcej Shi, chodź wracamy-kontynuowała.
-A tobie siostrzyczko na czym niby zależy ? Może na niej ?-zakpił wskazując na mnie. Wściekłość to jedyne co teraz czułam.-Mi chociaż zależy by coś miała od życia-prychnął.
-Tak ? Niszcząc jej wspomnienia ? Zabaweczkę z niej robisz, czy jak ? Wszyscy wiemy, że zależy Ci na tym jebanym kamieniu~! Nee~!
-Bardziej na niej, ale kamień jest uroczym dodatkiem-dodał. Gdyby nie fakt, że Maja mnie trzymała obiłabym mu mordę, ale z drugiej strony dziwiło mnie to co powiedział.
Zależy mu na MNIE, czy tylko na sile tak jak mówiła Asakura ?
Między nami panowała tylko cisza i to wszystko...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz