Nie jestem jego zabawką. NIGDY niczyją nie będę...
Nie jestem pionkiem... jestem po prostu przegrana.-Nie dotykaj mnie-wychrypiałam, zabierając jego rękę ze swojego biodra. Parzący, a za zarazem przyjemny dotyk...
Żałosne~
I tak zginie w końcu mam tylko jeden cel...
Nie wiem jaki, ale zemstę na jakimś człowieku, a on mi tylko przeszkadza...
-Czemu miałbym Cię zostawić, skoro należysz do mnie ?-kolejne retoryczne pytanie padło z jego ust. Łapiąc mnie za podbródek zmusił abym spojrzała w te czarne jak noc oczy. Puste, smutne i kpiące... Kpi ze mnie. NIE POWINIEN. Ten demon żyje... tym demonem jestem ja...
-Czy mam niby gdzieś wypisane twoje imię ? Jakiś cyrograf ? Nie... nie masz nade mną żadnej władzy-prycham, chcą przekręcić głowę w przeciwną stronę, jednak łapiesz moją twarz w dłonie. Zakładasz niesforny kosmyk włosów za ucho. A ja ?
Nie czuję nic, a nic. Patrzę obojętnie... jesteś mi obojętny, sama sobie jestem obojętna...
Nie boję się i wiem, że on to czuje. Po chwili czuję jego wargi na swoich. Nadal stoję jak słup soli, jednak po chwili na jego twarzy widnieje czerwony ślad. Jednak widzę tylko twój kpiący uśmiech. Czemu on jest taki pewny siebie ? A może to maska...?
-Mari naprawdę jesteś interesującą osobą-obija się ten głos w głowie... Nie dasz mi spokoju, prawda ? Tylko czemu ? Nic nie znaczę... Tylko kamień coś znaczy, tylko ta demoniczna połowa coś dla Ciebie znaczy, tak jak dla innych...
****Siedziała i patrzyła w spokoju trzymając swoją ukochaną za rękę. Rudowłosa głaskała ją lekko po głowie, przeczesując jej długie, czarne włosy.
-Mogę Ci zapleść warkocza ?-spytała z uśmiechem Potter, dalej przeczesując szczotką jak i palcami pojedyncze kosmyki jej włosów.
-Możesz-odparła po chwili zastanowienia królowa d delikatnym uśmieszkiem na twarzy. Zostały już tylko dwie noce...
-Jesteś pewna, że wróci ?
-Oczywiście, bo ja ZAWSZE mam rację. Nee~ To jak zaczniesz w końcu tego warkocza ? Wiesz zaraz mogę się rozmyślić...
****-Czemu mi pomagasz ?-w końcu zdobył się na odwagę, aby zapytać swojego brata, jeśli mógł go tak w ogóle nazwać. Leżał spokojnie na łożu w pokoju demona.
Chciał wrócić do "domu", chociaż ta ponura posiadłość w Chinach nigdy nie utrzymywała atmosfery normalnego domoctwa.
-Kiedyś było normalnie-odpowiedział jakby na niezadane jeszcze pytanie złotookiego. Ten tylko zwrócił na niego zdziwiony wzrok. Nie chciał jednak już więcej się do niego odzywać. NIGDY.
-Dobrze wiesz, że wiem co czujesz... Skoro Cię tak ciekawość zżera, to na zabicie czasu powiem Ci jak to kiedyś było w "domu"-prychnął, głaszcząc szamana po policzku.
****Stoję i patrzę w niebo. Stoję na pustym dachu... walącego się już budynku, Czuję, że nie dopełniłam złożonej obietnicy, ale oddam Ci Maju tą połowę kamienia~
Obiecuję dostaniesz ode mnie wszystko co chciałaś...
Siostrzyczko, wracam do Ciebie.
Nie wiem czemu po policzku spływają łzy... Łzy szczęścia~
Że w końcu się to wszystko skończy.
Jeden krok został... wystarczy skoczyć i już. Jeden krok.
Uśmiecham się do zachmurzonego nieba i zamykam oczy. Po policzku cieknie więcej krystalicznych kropel. Już prawie się rzucam, ale czuję uścisk.
Ktoś jednak nie chce dać mi odpocząć...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz