-Shi~chan, a więc od dzisiaj byś już zaczęła~ Mam dla Ciebie już dawno
wydrukowane akta sprawy i proszę byś zajęła się dwojgiem ludzi, którzy są nie
do końca nam na rękę... Jak i pomogła komuś-oznajmił brunet uśmiechając się
lekko.-A i jeszcze bym zapomniał! Dostarczysz w wolnym czasie
wiadomość~!-kontynuował. Nie jest źle, jakoś przeżyje... ale czy na pewno chcę
się posunąć do morderstwa? Tak, chyba tak może nawet na pewno...
Wszystko to już jest obojętne. Teraz po części jestem zdana na łaskę
Asakury, w końcu u niej pomieszkuje i ona mi pomaga~
-Dobrze-mruknęłam, nawet nie chciałam nic więcej mówić. Maja i Derksen byli
lekko zaskoczeni, ale w pozytywny sposób, tym razem.
-Mariś jesteś pewna~?-czy to troska z jej strony, bo tak mi się wydało?
-Fajnie, że zapytałaś o to kilka godzin temu-prychnęłam, co wywołało u niej uśmiech.
-Fajnie, że zapytałaś o to kilka godzin temu-prychnęłam, co wywołało u niej uśmiech.
-My już musimy iść. Izaya jeśli to upierdliwe „coś” będzie sprawiać
problemy, zaraz zostanie ustawiona do pionu-oznajmił w pośpiechu czerwonooki.
-Tak oberwiesz tym razem w ryj wazonem-warknęłam, Izaya i Asakura tylko
przyglądali się „naszej dyskusji” śmiejąc się z nas.
-Żebyś się nie przeliczyła.
-Dobra, dobra… Idźcie już załatwiać co tam macie załatwić-wymruczałam,
spuszczając głowę. Będę trochę za Mają tęsknić, ale skoro mam tak spłacić
„dług” wobec niej, to muszę…
*
~Shi~chan rozchmurz się-zawołał Izaya, uśmiechając się do mnie. Obecnie w
„coś” grał, chociaż były to różne pionki rozrzucone po planszy.
-Ech… Nadal nic mi szczegółowo nie wytłumaczyłeś-westchnęłam.
Ciekawe na jakich gra zasadach…?
-Ale Mari~chan na razie przeglądałem twoje akta, a chyba powinnaś się
domyśli po tym co Ci wcześniej powiedziałem~
-Tak, bo na pewno domyśliłam się już kogo zabić. Co z tego, że na świecie
mam ponad 7 miliardów ludzi, na pewno kurwa wiem o kogo chodzi?!-prychnęłam,
zażenowana własną złością. Takie duperele mnie denerwowały…
-No dobrze, już dobrze. Uspokój się, bo mi biuro rozwalisz ~ Już Aly~chan
zaczęłaś rozwalać rzeczy, więc u siebie chyba bym tego nie chciał~
-Wcale nic jej nie rozwaliłam~!-krzyknęłam na swoją i tak marną obronę. W
sumie to zniszczyłam „parę” rzeczy, no ale tylko „parę”! To nie tak źle jak na
mnie. Reszta tej bandy też z pewnością coś rozwala, biorąc pod uwagę burdel
jaki ostatnio panował w Sali tronowej.
-Wiem co innego, Mari~chan. Z tego co patrzyłem, masz nieaktualne wyniki
badań. Możesz to jakoś wyjaśnić skoro w twojej…-zaczął, jednak przerwałam,
wtrącając się w pół zdania.
-Nie, nie mogę Ci tego wytłumaczyć. Przepraszam Izaya~kun, ale za
przeproszeniem zamknij się jeśli chcesz wspominać o mojej przeszłości. Nawet
Cię chyba polubię, ale to tylko jedna prośba, jeśli mamy rozmawiać „miło”-oznajmiłam
z wymuszonym i na dodatek sztucznym uśmiechem na ustach. Chłopak tylko się
szerzej uśmiechnął, po czym wziął z blatu jakąś teczkę.
-Tutaj masz wszystkie dane, dotyczące „ofiar”, możesz się jeszcze jeśli Ci
się Mari chce pozbyć Lena Tao, ale to przy okazji~stwierdził.-Teraz możesz iść,
a zaraz „ktoś” na dole zaprowadzi Cię do twojej kwatery, póki co. Masz już
zapewniony wyjazd do Chin, a później do Tokio~ Chociaż z tego co mówiła Alyss,
nabyłaś kilka nowych umiejętności-kontynuował. Yhym.. Ciekawe jakich ? Prócz
kurwicy i chudnięcia w trybie natychmiastowym to chyba nic nie „nabyłam” nowego
do swojej kolekcji. A no tak, tylko to
przeklęte oko jeszcze jest~
*
Weszłam cichutko do jakiegoś pokoju w podziemiach. Mam się tu na dzisiaj
„skryć” Jak dla mnie przytulnie, a po za tym mogło by być gorzej, więc nie
przeszkadzają mi obecne warunki. Ech, ale jutro trzeba będzie wstać…
Boże jak mi się nie chce.
-Shi~sama, a może to w końcu coś nowego?-spytała z nutą nadziei w głosie,
Colien.
-Oczywiście, że nie i tak wiemy, że to wszystko skończy się tak szybko jak
się zaczęło-westchnęłam, kładąc się na łóżku i patrząc w sufit. Delete jakoś
nie przeszkadzał fakt, że nie dyskutowałam z nią zbyt często. I tak najlepiej
ze wszystkich mnie zna, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie.
Mi wystarczy sama jej obecność, by jednak w duchu jakoś się cieszyć.

Mi wystarczy sama jej obecność, by jednak w duchu jakoś się cieszyć.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz