Następnego dnia próbowałam zasnąć, a gdy już mi się prawie udało, „ktoś”
bezczelnie mnie obudził
-Shi~chan-ech czego on ode mnie chce ?
-Izaya~kun jest środek nocy. Czy tobie się popierdoliły pory dnia
?!-warknęłam, zakrywając się kołdrą do końca.
-Mari~chan jest już 6 nad ranem~! Po za tym za godzinę masz
samolot-zawołał, ale ja go nie słuchałam i jedyne co zrobiłam to zakryłam się
szczelniej kołdrą. Znowu mi zimno, czy wszędzie do jasnej cholery musi być ten
cholerny chłód ?!
-Wstawaj~tym razem, oprócz krzyków, postanowił jeszcze wyrywać mi kołdrę.
Trochę się z tym namęczył, gdyż ja naprawdę nie zamierzam jej puścić.
Przywiązałam się do niej i to dosłownie. Przez niego zaplątałam się w materiał.
Świetny początek dnia, nie ? Jak ja mam niby „pracować” skoro znowu jestem
wyziębiona i jeszcze bardziej zmęczona ?! Ale przede wszystkim, poirytowana.
-Maja wynagrodzisz mi te wszystkie stracone godziny snu-warknęłam pod
nosem, po czym dałam za wygraną, gdyż udało mi się wyplątać z cieplutkiego
materiału.
Wczoraj zapomniałam spytać czy mam jakieś ciuchy na zmianę, bo Derksen
jakoś nie palił się to pakowania, albo raczej do czekania, aż się spakuje.
A wczoraj byłam zbyt zmęczona by się przebrać.
-Masz pożyczyć jakieś ubrania?-jęknęłam zawstydzona jak i zażenowana, tym
co robię. Od kiedy ja jestem zadana na czyjąś łaskę..? A no tak zapomniałam, od
kiedy bezczelnie pojawiłam się na tym świecie.
-Oczywiście, pomyślałem o tym, jednak będą na ciebie chyba trochę przyduże~
Wydawało mi się, że…-w tym momencie rzuciłam mu w twarz poduszką by się
uciszył, a sama podeszłam do jakiejś szafy, sprawdzając czy może tam są jakieś
ubrania i były. Ku mojemu zadowoleniu, były jakieś czarne jeansy i z pewnością
przyduża na mnie bluza. Od razu wzięłam to co na początku zauważyłam. Mi tam
wszystko jedno, chodzi o to by było wygodne i przyduże.
Rozejrzałam się po pokoju. Na jakimś fotelu (ku mojemu utrapieniu w tej
chwili) siedział Izaya, czytając coś na komórce.
Westchnęłam i weszłam do łazienki, a przynajmniej tak mi się wydaje , że
jest to łazienka, albo naprawdę mam halucynacje.
*
-Powodzenia Shi~chan. Masz wszystko spakowane, począwszy od sprzętu
kończywszy na ubraniach i przyborach toaletowych. Najpierw polecisz do Chin, a
później zawiadomisz mnie czy udało się pozbyć „intruza”, później masz
zaplanowany lot do Tokio, a w dalszych planach chcę byś przekazała tą
wiadomość-w tym momencie otrzymałam małą kopertę, ładnie zapieczętowaną i
podpisaną kaligraficznym pismem japońskim. –Powodzenia i jeszcze bym zapomniał,
trzymaj~!-rzucił mi jeszcze telefon komórkowy po czym, gdzieś sobie poszedł, a
ja weszłam do „swojego” środku transportu i doznałam szoku, widząc Hotaru.
-Co ty u kurwa robisz ?!-wydarłam się na całe gardło, patrząc na niego jak
na idiotę. Ten tylko siedział sobie za sterami i nic nie robił z zaistniałej
sytuacji.
-Miłe powitanie Mari, nie ma co-mruknął.
-Tłumacz co Ty tu do cholery robisz ?!-warknęłam, zaciskając dłonie w
pięści.
-Maja kazała mi Cię przypilnować-jęknął, za co oberwał ode mnie w łeb.
-Chyba na odwrót-zobaczyłam za sobą jakiegoś blondyna. Kto się tu jeszcze
zjawi ?!
-Ohayo Michał!-zawołał niebieskowłosy, po czym próbował zwiać.
-Może mi ktoś wytłumaczyć, co tu się wyprawia ?!-wrzasnęłam, a Michał
pokręcił tylko głową z politowaniem.
-Maja i Izaya prosili mnie bym Cię przetransportował do Chin, a on-tu
wskazał na Hotaru-Siedzi tu po części w ramach tak jakby „kary”.-odpowiedział.
-Fajnie, że przebywanie w moim towarzystwie to kara-fuknęłam, siadając na
podłodze.-Kiedy ruszamy ?
-Już?-odpowiedział blondyn, pytaniem retorycznym. On w ogóle potrafi
prowadzić samolot ? Zaraz się chyba przekonamy.
Zamknęłam oczy oczekując na śmierć. Nawet nie tak źle. Katastrofa lotnicza,
która powstała na wskutek nieumiejętnego prowadzenia pojazdu przez pilota. Do
tragedii doszło już przy starcie~
Czekałam teraz grzecznie na hasło „Ewakuacja”, ale nic takiego się nie
stało.
Obok mnie siedział zadufany Phantomhive. Wyglądał na załamanego.
-Coś zrobił, że ponosisz tak wielką i okrutną karę ?-spytałam z przekąsem.
-Nic….-zaczął wymijająco.
-Próbowałeś kogoś lub coś zgwałcić ?-tak wiem, to jakże mądre pytanie nie
mogło nie paść przy tej skromnej intelektualnie dyskusji.
-Ty myślisz, że ja lepszych rzeczy do roboty nie mam ?!
-Yyyy pomyślmy…. Nie ?-znowu wyniknie z tego kłótnia, jakoś mi to wisi i
powiewa szczerze powiedziawszy~
-Chciałem tylko przytulić jedną z pokojówek-fuknął, na co zaliczyłam
spotkanie drugiego stopnia z podłogą.
-Hotaru~kun jest różnica między tuleniem, a molestowaniem seksualnym
-westchnął Michał, nie ukrywając swojej bez aprobaty i politowania, jednak
wciąż się uśmiechał.
-Gdybyś nie był tak „kobiecy” pewnie nadawał byś się na alfonsa~stawierdziłam,
udając zamyślenie. Tak nie mogłam się powstrzymać. Gdyby nie Michał, pewnie
miniony wcześniej osobnik rzuciłby się na mnie~
-Możecie zająć się sobą, ale w bardziej cywylizowany sposób?!-warknął lekko
zdenerwowany „pilot” tej kupy złomu.
-Z nim, to trochę trudne…-westchnęłam „załamana”.
-Chyba z tobą Mariś! A tak po za tym to kiedy będziemy na miejscu ?
-Niedługo Hotaru!
*
I tak właśnie skończyły się nasze kłótnie, a przerodziły się w zaciętą grę
karcianą, a dokładniej Makao. Oczywiście zasady dawno wyjaśnione.
-Żądam dwójek-oznajmił.
-Chciałbyś, nadal nie rozumiesz zasad ?!
-Właśnie, że rozumiem!
-Tak na pewno, a ja jestem motylem i latam-warknęłam.
-Jak sobie przyczepisz skrzydła, to może…-przewróciłam tylko oczyma na to
idiotyczne wręcz stwierdzenie.
Położyłam dwójkę trefl i tym samym skończyły mi się karty.
-Makao-krzyknęłam-I po Makale-dodałam uśmiechając się triumfalnie.
-Oszukiwałaś!-stwierdził, krzyżując ręce na poziomie klatki piersiowej i
nadął policzki.
-Nie, wcale nie-odpowiedziałam zresztą całkiem szczerze.
-Każdy tak mówi…
-Nie każdy-mruknęłam-Nie cytuj starych komunałów-dodałam, tasując talię.
Niestety wszystko wypadło mi z rąk, przez turbulencje.
-Michał~san kiedy będziemy?-zapytałam zdenerwowana. Kręciło mi się przez to
cholerstwo w głowie, z czego Hotaru był niezwykle zadowolony i wręcz bawił go
ten widok, dopóki sam nie wylądował na ziemi.
-Nie ma się z czego śmiać-warknęłam.
-Trochę pozytywnych emocji~
-Póki co nie są negatywne-szepnęłam. Obraz mi się mazał, po czym upadłam na
ziemię uderzając o podłogę głową, ale powiem iż nie bolało. Jedyne odczucia
jakie miałam to najpierw przeraźliwy chłód, a później ciepło…
-Mari wszystko w porządku?!-czy ten kretyn nie może być cicho ?!
-Nie, zamieniłam się ciałem z moim klonem, który ma Cię unicestwić, za brak
kultury i przyzwoitości !
-Możecie się zamknąć?! Bo mam wrażenie jakbym przebywał z przedszkolakami co dopiero z piaskownicy wyszły! Zaraz dolatujemy, więc się uspokójcie!-krzyknął chyba
wyprowadzony z równowagi blondyn.
My przecież jesteśmy spokojnie, że nie ma co…
My przecież jesteśmy spokojnie, że nie ma co…
-A kiedy dokładnie będziemy ?-spytałam z nadzieją w głosie.
-Dokładniej ? Już. ****

Widzę, kolejne rozdziały i akcja popycha do przodu. Ciekawa jestem jak potoczy się twoja wyprawa i to zadanie. Robi się ciekawie i czekam na next'a.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.