niedziela, 24 sierpnia 2014

8. Czerwony kubotan

-Dokładniej gdzie jesteśmy ?-spytałam próbując się skupić, ale ten niebieskowłosy idiota specjalnie mi to utrudniał.-Możesz zostawić moje włosy ?!-wrzasnęłam nie wytrzymując jego zabaw moimi kudłami.
-Możecie się uspokoić ?-głos blondyna jak zwykle opanowany... zbyt opanowany.
-Możemy, ale może odpowiesz mi na moje pytanie Michał~san ?
-Jesteśmy w Chinach-odpowiedział. No to na pewno domyślę się gdzie... Co z tego iż ten kraj jest ogromny, na pewno się domyślę...
-Dokładniej ?-westchnęłam, próbując się uspokoić i w myślach policzyłam do dziesięciu.
-Koło posiadłości Tao, a raczej niedaleko cmentarza-mruknął, wychodząc z samolotu. Widać było, że Hotaru próbował się ukryć w jakimś schowku, ale przypadkowo wykopałam go w stronę Michała.
-No to MY mamy coś do załatwienia. Jak skończysz to czekaj tu na nas, a jeśli chodzi o niego-tu wskazał na Hotaru-Jeśli zobaczysz, że próbuje uciec daj znać~



*****

-Shi~sama gdzie idziemy ?-spytała Colien. Znowu mnie denerwowała, przecież sama dobrze wie co mamy do "załatwienia".
-I co się głupio pytasz-warknęłam, trzymając w ręce tasak. Tak dostałam go od Asakury w "prezencie", chociaż pamiętam co powiedziała na "do widzenia".
~Mariś masz go zwrócić w jednym kawałku to mój ulubiony i najostrzejszy model!~
Teraz mi jej brakuje i w sumie to się nudzę. Mimo tego, że mam tam zabić dwie "osóbki", a raczej dwóch idiotów narażających się Oriharze i Asakurze.
Znając moje "szczęście" coś nie pójdzie po mojej myśli. Póki co jest OK, ale pewnie nie na długo...
-Kogo musimy się pozbyć?-spytał duch. Pokręciłam głową z politowaniem, w końcu już jej to mówiłam...
-VIVIANNE MERRY-warknęłam znerwiona.-Zbyt wiele trupów dostarcza rodzinie Tao i Enowi...-dodałam ciszej, słysząc jakieś brzdęki. Spojrzałam w bok, a na moim ramieniu spoczywała katana.
Idiotyzm, naprawdę KTOŚ myśli, że mnie powstrzyma ?
-Czego tu szukasz ?-kolejne syknięcie z ust jakiejś kobiety ? Nie raczej dziewczyny.
-Przesłuchanie jakieś ?
-Odpowiadaj jak się do Ciebie mówi-poczułam uderzenie kubotanem w tył głowy. Nie czułam bólu, może trochę się złamałam w pół, ale nic nie czułam.
Złapałam się za tylną część czaszki.
-Shi~sama krwawisz~!-zauważyła jakże inteligentnie Col, no cóż przecież już tyle razy widziała jak krwawię, czy to jakiś nowy widok. Tyle blizn o tym świadczy...
Nie czułam nic, a nawet tylko zaczęłam się śmiać, to zabawne iż nie czułam bólu... W końcu go nie czułam, tylko zimno to co zawsze...
-Lepiej doceniaj swojego przeciwnika-nie panowałam nad rękami, po prostu rzuciłam tasakiem gdzie poczułam tą słabą energię foryoku.
-Shimatta~!!!-usłyszałam wrzask. Miałam zamknięte oczy, nie chcąc ujrzeć tego widoku. Mimo wszystko dostał się ten odór krwi, którego nie znosiłam. Moja nie miała jakiegoś zapachu, ale u większości ludzi jest intensywniejsza ta cuchnąca woń.
-Nie klnij-mruknęłam, otwierając oczy i odwracając się w tył spostrzegłam jakąś szamankę. Miała brązowe oczy i tego samego koloru włosy do ramion. Na nargarstkach miała pieszczochy i czerwoną wstążkę. Ona zaś była ubrana cała na czarno, a w ręce trzymała zakrwawiony moją krwią kubotan. Koło niej leżała katana, a w jej bucie (glanie) chował się mały, podręczny pistolet.
W jej ramieniu tak "ładnie" siedział Mój (a może raczej Mai) tasak. Pięknie ociekał krwią, chociaż nie tą co powinien.
-No i co teraz zrobisz ?-spytała z lekka przerażona, kiedy do niej podeszłam. Bez słowa wyciągnęłam broń z jej ramienia, nie zważając na protesty i krzyki oraz łzy. Wcześniej przewróciłam ją na ziemię i przytrzymałam pod swoim ciężarem.
-Mów co mi zrobisz ?!-pisnęła przerażona.
-A co miałabym z tobą zrobić ?-szepnęłam uśmiechając się.-Jeszcze mi się przydasz. Zaprowadzisz mnie grzecznie do Vivianne Merry-mruknęłam spokojnie. Widziałam, że się bała chociaż odzyskała odrobinę odwagi.
-Nie wiem gdzie Merry~san.-warknęła. Westchnęłam cicho. Czy chociaż raz ktoś mi może nie przerywać ?
-To dla kogo pracujesz ?-spytała, ale tym razem moja "przyjaciółka" Colien. Nie chciała odpowiedzieć. Dobrze inaczej się zabawimy. Wzięłam zakrwawiony tasak do rąk i przyłożyłam go do jej tętnicy szyjnej.
-Nadal będziesz mi utrudniać zadanie, czy odpowiesz grzecznie na pytanie ?-mruknęłam ze spokojem.
-Pracuję dla rodziny Tao.-pisnęła przerażona gdy przycisnęłam mocniej ostrze do jej skóry.
Dla Tao, ciekawe....
-Możesz zostawić zabawki mojej rodziny ?-usłyszałam czyjeś syknięcie za sobą.
-Hmpf-warknęłam. Ten głos należał do jakiegoś chłopaka, ale jego energia nie była zbyt silna...
-Może by się właściciel przedstawił, zanim ją dobiję?




Z perspektywy Mai


-Sądzisz, że da radę ?-spytał pewien dobrze mi już znany demon. Westchnęłam cichutko wpatrując się w widok za oknem. Obecnie byłam w biurze Izayi i czekałam na niego.
-Może?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Da radę, jest w końcu do mnie podobna...
-Ale też i inna Rachel-zwróciłam się ku niemu, a na moich ustach zawidniał uśmiech.
-Dlatego sobie poradzi, Derksen.
-Czy już czas ?
-Możesz iść...



****

Maju możesz mnie zabić .___. to Samo Aya



2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. A wiec w końcu się ruszyłam, żeby skomentować i muszę przyznać, że jest jak dotąd interesująco. Jestem ciekawa, jak Mari poradzi sobie z Marry. No cóż, mam nadzieję, że wena cię nie opuści i będziesz kontynuować tą historię.

    OdpowiedzUsuń