niedziela, 31 sierpnia 2014

16. Zostań ! Tego chcesz...

Wróciła wściekła do pałacu. Weszła do swojej komnaty trzaskając z całej siły drzwiami. Jak mogła na to pozwolić ? Nadal sama się nad tym zastanawia...
-Co się stało ?-spytała szeptem rudowłosa istotka. Siedziała sobie na fotelu w krótkich spodenkach i lekko rozpiętej koszuli czytając przy tym jakąś mangę yaoi.
-Nic-warknęła czarnowłosa zasiadając na łóżku. Nie wiedziała co ze sobą zrobić...
-Na pewno ?-dociekliwość Potter ją trochę irytowała.
-Nie-mruknęła ciszej, a rudowłosa wstała i przytuliła ją zakładając ręce na szyi Asakury.
Brunetka wykorzystała ten fakt i złączyła ich usta w pocałunku, obejmując przy tym Lili tak by się nie wyrwała. Lekko jak na siebie przygryzła wargę dziewczyny, przez co ta lekko pisnęła, jednak czerpała również z tego przyjemność.
Maja stopniowo zniżała ręce po plecach dziewczyny i gładziła ją w miarę delikatnie po boku. Asakura wpadła na fotel, rozkładając się na nim i pociągnęła za sobą swoją ukochaną nadal gładząc ją po plecach. Rudowłosa głaskała ją po głowie przytulając się do niej, jednakże z jej ust wydobyło się ciche westchnięcie gdy Rachel naznaczała ją pocałunkami na szyi. Brunetką rozpięła koszulę bardziej i delikatnie dłonią odchyliła kołnierzyk. Na obojczyku Potter złożyła pocałunek po czym zostawiła swój ślad na skórze.
Ruda natomiast gładziła rękoma po biodrach czarnowłosej.
-Chcesz mi powiedzieć co się stało ?-spytała dziewczyna swojej ukochanej kuzynki, cmokając ją w policzek.
-Zaraz Ci to wszystko wytłumaczę-wyszeptała jej w odpowiedzi na ucho, przygryzając ząbkami delikatnie górny płatek ucha, wywołując u dziewczyny pomruk zadowolenia.


***
 -Zawrzyjmy układ Rachel. Jeżeli nie odzyska pamięci do następnego nowiu zostaje tutaj, jednak jeśli osiągnie TO, będzie mogła wrócić do piekieł...ale szczerze wątpię.Nie lubię puszczać swoich zabawek samych-mruknął szatyn, patrząc na mnie dziwnie.
Nie jestem zabawką, nie jestem rzeczą...
Pewnie każdy inny byłby zły w takiej sytuacji, ale... Mi jest to obojętne.
Wszystko wróci do twojej szarej rzeczywistości Shi, zgódź się~
Znowu mnie prześladuje. Widzę zakrwawioną twarz, palące ciała... ból. Pustka to wszystko nic nie ma.
-Czemu ja jak i ona miałybyśmy przystać na taki układ ?-spytała podchwytliwe brunetka. Trzymała mnie kurczowo za nargarstek. Nie czułam tego. Po prostu widziałam czerwony już odcisk jej dłoni.
Czemu nie czułam bólu ?
Nie wiem... Ale to chyba dobrze, prawda ?
-Jest najkorzystniejszy dla każdej ze stron-dodał, widząc jej niezdecydowaną minę. Chciałam zaprzeczyć, krzyczeć! Drzeć się wniebogłosy.
-Dobrze-to nie ja. To demon.
Ty jesteś demonem, to ty. TY tego chcesz... Odkryj tą duszę... jej część. Mariko osiągniesz moc i zawładniesz nad kamieniem. Dokonasz zemsty. Posłuchaj mnie... Posłuchaj SIEBIE~
-Dobrze Rachel, wrócę do Ciebie gdy tylko wygramy. Obiecuję-wyszeptałam, przytulając się do niej wbrew jej woli, jednak później odwzajemniła uścisk. Po raz pierwszy poleciały z moich oczu łzy, a może nie po raz pierwszy ?
Czy już kiedyś płakałam ?
Nie chciałam jej puścić. Trzymała z całych sił Asakurę. Z całych. Nie puszczę! Nie chcę być sama, zostań~!
Jednak szatyn przytrzymał mnie przez co ona mogła odejść. Z oczu leciały łzy... Nie wiem czemu. Nie chcę być sama~
Boję się~
-Nie maż się Mari-mruknął, głaszcząc mnie po głowie. Nie odepchnęłam go, w ogóle nie zareagowałam. Nie ma nikogo. Nic nie ma. Pustka~


***
Od godziny złotooki czyścił tą jak on to nazwał w myślach ? Jebaną podłogę ? Tak właśnie tak to nazwał. Mył na kolanach tą jebaną podłogę, na dodatek w stroju jakieś pieprzonej pokojówki, a żeby było śmieszniej ? Derksen by bardziej go upokorzyć kazał mu założyć ten pedalsko-różowy fartuszek w jednorożce, bo jak to ujęła kiedy Lili.. Każdy uke w nim będzie słodko wyglądał!
-Nienawidzę go-warknął pod nosem chłopak, szorując plamę krwi ? Tak chyba tak...
-Nie musisz mnie kochać, nie masz takiego obowiązku-znał ten głos. Ten obojętny ton głosu... Uniósł głowę, aby zobaczyć czemu ten przylazł.
Jednak nie zadowolił go widok wściekłego brata.
~Czemu on jest tak wnerwiony ~?-przemknęło mu przez myśl.
-Nie musisz o wszystkim wiedzieć, a teraz chodź tu-warknął czerwonooki tonem nieznającym sprzeciwu. Len podszedł do niego ze spuszczoną głową. Nie chciał podnieść wzroku... nie chciał widzieć tych pustych, nieczułych oczu.
-Odwróć się-nakazał demon, jednak szaman nie chciał wykonać tego polecenia. Na ustach demona zawitał znaczący uśmiech. Po czym rzucił złotookim o biurko stojące niedaleko. Przewrócił na brzuch i przycisnął mocniej ciałem aby ten się nie wyrwał.
-Zostaw mnie~!-wrzasnął Lenny z nadzieją, że może ktoś go usłyszy...
-Nie Lenny nikt Cię nie usłyszy-cichu szept wydobył się z ust Derksena, po czym językiem przejechał po jego uchu, kończąc na szyi i tam pozostawiając czerwony i trwały ślad.
-Ciekaw jestem jak miewa się twoje znamię-wymruczał, po czym podciągnął "sukienkę" chłopakowi do góry. Na plecach między znakiem Ying-Yang widniało wycięte znamię w kształcie litery "D". To samo było przy kości ogonowej... a nawet na pośladkach szamana.
Kiedy Derksen przejechał palcami po swoim "dziele" z ust złotookiego wydobył się cichy pisk, jednak aby nie pogorszyć swojej sytuacji, zagryzł wargę do krwi i milczał mając głęboką nadzieję, że brat go jednak zostawi w spokoju.
Niestety nadzieja matką głupich i w tym przypadku powiedzenie to było słuszne, gdyż demon niedelikatnie włożył dwa palce do jego odbytu w celu rozszerzenia go.
Ten tylko wrzasnął, jednak zgłuszył swój płacz. Wiedział, że i tak to nic nie da... A Derksen miał tylko więcej satysfakcji z jego bólu.
Kiedy czerwonooki skończył, to szaman myślał, że może to już będzie koniec, jednakże Derksen postanowił w niego wejść, ale tak by to poczuł.
Po kilku minutach Lenny wrzasnął i już nie mógł kontrolować emocji. Nie miał na to siły...
-Pamiętaj do kogo należysz-szepnął na końcu demon wychodząc z chłopaka, po czym zaniósł go na łóżko i zawołał pokojówki by się nim zajęły. Tak odreagował złe wiadomości od Asakury, która nie chciała nawet o tym przedyskutować gdyż "miała teraz ważniejsze rzeczy".

***

Może być Majciu ? ;-;


sobota, 30 sierpnia 2014

15. Pragnienie czy ból ?

Bolało. Ból wręcz nie do zniesienia przeszył jego ciało. Czuł każdy ruch brata w sobie. Widział szyderczy uśmiech. Bolało... bardziej niż za pierwszym razem. Dlatego go tak nienawidził. Nienawidził go za odebranie mu wszystkiego na czym mu zależało... Począwszy od godności kończąc na dziewictwie.
Derksena bawiły jego jęki i błagania by przestał, jednak nie chciał go zabić... Dba w końcu o swoje zabawki. Wiedział, że złotookiego bardziej niż TO boli jego postrzeganie o nim... jednak Len nie wiedział wszystkiego.
-Przestań-wychrypiał Lenny. Był na granicy omdlenia i przytomności. Ból ni do zniesienia przeszywał jego ciało, ale była w tym odrobina przyjemności.
Wrzasnął, kiedy demon zaczął nacinać jego ciało.
-Co ty robisz ?-wyszeptał, nie był już w stanie krzyczeć. Łzy ciekły strumieniem po jego policzkach.
-Naznaczam swoją własność-wyszeptał mu na ucho, przygryzając je przy tym. Lenny wrzasnął czując jak Derksen  niego wychodzi. Biała ciecz zmieszana z krwią ciekła mu po nogach.
Ledwo się ruszał. Tak naprawdę nie mógł się ruszyć.
-Słodki jesteś-mruknął czerwonooki, patrząc na zmaltretowanego braciszka. Ubierał się, a kiedy skończył poszedł do łazienki. Napuścił letniej wody do wanny, po czym wrócił do pokoju.
Len nawet nie stawiał oporów kiedy ten wziął go na ręce. Bolało~ Tak strasznie bolało. Kolejne łzy poleciały z jego oczy. Kiedy został położony przez brata do wody, po jego twarzy przeszedł grymas cierpienia. Wszystko szczypało, a zaczęło jeszcze bardziej kiedy demon obmywał jego ciało.
Len nawet nie mógł uwierzyć, w delikatność jaką został teraz obdarzony.
~Dlaczego on tak nie może się zachowywać?~przemknęło mu na myśl. Derksen tylko uśmiechnął się lekko, ale w jego oczach był jakiś błysk. Po raz kolejny obdarował brata pocałunkami i czerwonymi śladami na szyi, co wywołało cichy jęk u złotookiego.
Cały był sparaliżowany ze strachu przed nim. Bał się, że znowu będzie TO SAMO. Jednak zdziwienie jakiego malowało się na jego twarzy powstało w skutek położenia go owiniętego w pasie z ręcznikami na łóżku i przykrycia białą pościelą.
-Do następnego razu-wymruczał czerwonooki zostawiając na ustach jeszcze nowe ślady zębów, krwi i bólu, oraz przyjemności wywołanej przez ostatni pocałunek .


***
-Mariś on nie chce twojego szczęścia-mruknęła brunetka.
-Skąd niby o tym wiesz ?!-warknął szatyn, posyłając jej złowrogie spojrzenie.
-Chcesz tylko kamienia Threbe, debilu-fuknęła, po czym złapała mnie za rękę i pociągnęła w swoją stronę.-Mariś wracamy~! Nic tu po nas-zachichotała.
-A czy z tobą Maju będę szczęśliwa ? Spełnię swoje marzenia ?-spytałam z nutą nadziei w głosie. Nie miałam parzeń. Ja ich nie mam.-Powiesz mi czemu nic nie pamiętam?
-Dobrze Mari. Chodzi o kamień... Wiesz czemu masz innego koloru oczy ?-pokręciłam przecząco głową-On Ci wyłupił jedno. Twoim marzeniem jest zemsta na nim-wywarczała wskazując na Asakurę.
To dlatego się go bałam ?
-Jemu zależy tylko na mocy kamienia i niczym więcej Shi, chodź wracamy-kontynuowała.
-A tobie siostrzyczko na czym niby zależy ? Może na niej ?-zakpił wskazując na mnie. Wściekłość to jedyne co teraz czułam.-Mi chociaż zależy by coś miała od życia-prychnął.
-Tak ? Niszcząc jej wspomnienia ? Zabaweczkę z niej robisz, czy jak ? Wszyscy wiemy, że zależy Ci na tym jebanym kamieniu~! Nee~!
-Bardziej na niej, ale kamień jest uroczym dodatkiem-dodał. Gdyby nie fakt, że Maja mnie trzymała obiłabym mu mordę, ale z drugiej strony dziwiło mnie to co powiedział.
Zależy mu na MNIE, czy tylko na sile tak jak mówiła Asakura ?
Między nami panowała tylko cisza i to wszystko...

piątek, 29 sierpnia 2014

14.Czym jest zło ?

Przeleciałam ręką po tafli, niszcząc swoje gładkie odbicie. Wyjęłam rękę z wody. Dotykając swojego czerwonego oka.
Poczułam, jak ktoś próbuję mnie odciągnąć od wody. Wiedziałam kto, dlatego siedziałam po prostu uparcie, trzymając rękę i zasłaniając tym samym część swojego oka. Czułam ciepło... jak nigdy dotąd. Czemu ?
-Zostaw mnie, potworze-wychrypiałam cicho. Uczucie gorąca narastało wręcz parząc skórę, przez co syknęłam cicho i odepchnęłam go.
Cały czas miałam w głowie tą nazwę. Threbe.
-Co ty wyprawiasz Shi~?!-widać było, że moje zachowanie go irytowało.
-Czym jest ten pierdolony kamień~?!-warknęłam wściekła. Głowę mi wręcz rozsadzało.
-Nie wszystko musisz wiedzieć-cichy pomruk wydobył się z jego ust-Chodź Shi~chan, odpoczniesz-próbował złapać mnie za rękę.
-Nee~! Zostaw mnie, nie dotykaj ! Ty wiesz kim jestem ? Powiedz mi, kim do kurwa nędzy jestem?!-wrzasnęłam jak małe dziecko, bo tak się właśnie czułam. Jak zapędzona w kąt mała dziewczynka, bojąca się swojego oprawiciela. Bezbronna... ale czy rzeczywiście nie mogę się bronić ? Czemu się go mimo wszystko boję ?
-Nie dasz za wygraną, prawda ?-westchnął, a ja tylko kiwnęłam leciutko głową.-Ten kamień to aprawdę nic znaczącego, jakiś stary kryształ, Shi nie wiem skąd w ogóle o nim wiem, ale wracając do ważniejszych rzeczy. Jesteś zwykłą szamanką... Miałaś szczęśliwe życie i kochasz naturę i masz pewne umiejętności o których nie wiesz... Masz przyjaciół, miłość jednak obiecałaś mi kiedyś, że mi pomożesz....
Chodźmy już, wszyscy na ciebie czekają, ja też aż sobie przypomnisz. Nazywasz się Marika Kurushimi-Shi i obiecałaś, że pomożesz mi za...
-Braciszku może powiesz prawdę~?-znam ten głos..
Skąd ?
Moim oczom ukazała się piękna dziewczyna. Miała długie czarne włosy i przepiękne dwukolorowe oczy. Szczupła, wręcz chuda dziewczyna o jasnej, a może raczej białej cerze ubrana w czarną sukienkę i ciężkie obuwie, niepasujące do niczego. Podeszła po prostu do niego i się uśmiechała. Złapała go za włosy, ciągnąć przy tym pewnie mocno. Wywołało to u mnie pewien chichot.
-Miło Cię widzieć siostrzyczko... Czy nawet teraz musisz mi przeszkadzać?-dało się wyczuć ironię na kilometr. Ona tylko uśmiechnęła się szerzej.
-Nie wierz w nic co on powiedział Mariś~!-tu wróciła się do mnie. Tylko jedna osoba tak do mnie mówiła z takim dziecięcym i niewinnym głosikiem. Rachel~?
-Rachel~chan ?-spytałam speszona, wpatrując się w trawę.
-"Chan" Mari ty chyba sobie żartujesz ?!-krzyknęła, po czym mocniej przytrzymała Asakurę za włosy.-A z tobą nie skończyłam~! Braciszku!
-Z tego co widzę masz jedną z trzech części kamienia-mruknął, po czym bez problemu się wyrwał.
-Nie twój interes... Dziwi mnie twoje zachowanie. Są dwie opcje-pierwsza, taka: Masz kiepski sposób na podryw Hao, a druga: chcesz przed nowiem zachować jej stan nieświadomości, czyżbym miała rację...?-ziewnęła. Trochę tego nie rozumiałam, a nawet jeśli to zajęłam się czym innym. Walką ze sobą... Ten DEMON się odezwał, wraz z ANIOŁEM. Czy muszą walczyć ? Która strona jest tak naprawdę zła?
Czy stróż w bieli może być zły ?
Może, Shi może~
-Nie, nie masz racji-wymruczał, stojąc za mną. Czemu się na mnie uwziął ?! Komu wierzyć... ? To co on mówi, jestem takie, ech sama nie wiem... proste, optymistyczne ? Chciałabym, żeby to właśnie była PRAWDA.
Ale nią nie jest głupia
To co jest prawdą, a co nie ?
-Braciszku nie kłam~ Aż tak zależy Ci ta tym, by ją zniszczyć ? Czy jest inny powód...?
-To może niech ona zdecyduje-warknął szatyn, patrząc na mnie srogo.-Mari chcesz być szczęśliwa, prawda?-zapytał już łagodniej, uśmiechając się przy tym delikatnie.
~Chcę tylko zasnąć. Zasnąć i nie obudzić się już nigdy, ale nie umierać~


****
Uciekał, a przynajmniej próbował... Chciał przed NIM uciec z dala. Wiedział, że był wściekły. Jego wcześniejsza rozmowa z NIM o tym świadczyła.
Nie to nie była rozmowa. On się po prostu na niego rzucił.
Złotooki uciekał wierząc, że gdzieś uda mu się schować przed bratem. Przed oczami ciągle miał tą pustkę w oczach bliźniaka. Czuł smak jego ust, te obrzydliwe, bolesne i mokre pocałunki.
Wszedł i zatrzasnął się w najbliższym pokoju. Oparł się o ścianę łapiąc łapczywie oddech. Miał nadzieję, że to już koniec tego dramatu...
Jednak nie wiedział, że Derksen tylko się z nim "bawił". Znał jego każdy ruch i czekał na niego, właśnie w tym pokoju.
-Do dopiero początek-wychrypiał demon,przyciskając swoim ciałem Lenego do drzwi. Miał okazję by skończyć to co zaczął .
Szaman usilnie się wyrywał... Czuł znowu ten smak goryczy..To ciepło...
Z jego dolnej  wargi kapała ciepła krew... Czuł jak język jego własnego brata, błądził po jego szyi, torsie...

13.Zabawka~

-Pomocy~!-jęknęłam błagalnie, ale Magda i Viv tylko mi pomachały na pożegnanie. Ten zboczeniec nadal koło mnie siedział i był zdecydowanie ZA BLISKO.
Posunęłam się na skraju materaca jak najdalej od niego, na co on spojrzał na mnie jak na idiotkę.
No i znowu mnie wkurwił przysuwając się bliżej. Wiem co chce zrobić~
Pewnie jeszcze bardziej się ze mnie naigrać i może jeszcze mam z tego cholernego materaca spaść ? Chciałby.
-Czego chcesz?-prychnęłam, krzyżując ręce na wysokości piersi. Nie miałam ochoty na niego patrzeć.
Potwór. Niszczyciel, zabójca taki jak ty Shi~
To już się staje uciążliwe....
-Nic Mari, po prostu tu mieszkasz-mruknął łapiąc mnie za podbródek i odwrócił mnie w swoim kierunku. Patrzyłam w jego czarne jak noc tęczówki. Coś mnie w nim nie pokoiło...
Kłamstwo.
Tak on szydzi w ten sposób ze mnie... Nie, on kłamie.
-Nie, to nie jest mój DOM-warknęłam, uderzając otwartą ręką w jego policzek. Słowo "dom" przywołał obraz płonącej posiadłości... płonących ciał... Czyich ciał ? Czyj to dom ?
To twój dom~ To ty go zburzyłaś... Odpuść i tak nie wygrasz... Jesteś TYLKO zabawką...
-Nie jestem zabawką~!!!-czemu to "coś" mnie prześladuje ? Co zrobiłam... co to jest ?! Co mnie prześladuje?
Moja głowa. Łapię się za bolące skronie i wybiegam z pomieszczenia, z więzienia.
Jest las, biegnę w jego głąb. Chcę się schować przed TYM czymś. Przed tym dziwnym człowiekiem.
Kim ja jestem ? Mam na imię Mari i mówią do mnie "Śmierć" czemu ?
Kurushimi~Shi, ty jesteś śmiercią. Jesteś potworem. Demonem. 
Otchłań~ Wracaj tam, demonie...
Biegnę przez ten cholerny las... Nie widać końca drzew ?
Komu chcę coś udowodnić ? Co sobie chce udowodnić ?
Czym jestem ? Gdzie jestem ?
Czemu się bałam Asakury ? Widziałam w tych oczach ból i pustkę... Nie chcę jej widzieć... Jest taka znajoma...
Jak mam wrócić do czegoś co można nazwać DOMEM.  Czym jest otchłań~? Piekłem~?
Grzeczna dziewczynka... 
Chcę by ktoś mnie poprowadził. Chcę coś sobie przypomnieć! Czemu nic prawie nie pamiętam~! Czemu wszystko jest przez mgłę... Jak wyglądam ?
Stoję spokojnie nad jakąś taflą wody. Widzę swoje obrzydliwe oblicze... Ręce w setkach blizn. Nie szkodzi nic nie szkodzi.
Czemu mam dwukolorowe oczy ? Czemu jedno jest bez skaz ? Nie czuję swojej duszy... Nie wiem kim jestem... Czym jestem ?
-Tutaj jesteś. Chodź Shi-znowu ON. Czego on chce ?!
Kamienia~
Jakiego kamienia ?
-Kamień Threbe-wyszeptałam, otępiała. Co to jest ?


****
-Znalazłaś coś ?!-ziewnął już znudzony tym wszystkim niebieskowłosy chłopak. I po co jej szukać ? Pasożyty same wracają... skądś o tym wie.
-Powiedzmy. Jak Ci coś przeszkadza to wyjdź-warknęła już zirytowana brunetka. Lili cały czas się na niej uwieszała, James próbował bawić się jej włosami, Krystian odmówił usmażenia jej ukochanych naleśników i się kawa skończyła!
-Nie, on zostaje-mruknął Michał, przytrzymując w uścisku Hotaru.
-Rachel jak sądzisz czego Hao może od niej chcieć ?
-Nie wiem...-wzruszyła ramionami.
-Może chodzi mu o Threbe, pamiętasz jak chciał mieć ten artefakt-zaproponowała Lili, przypominając sobie wcześniejsze wydarzenia.-Ale skąd ona niby miałaby go mieć~? Przecież nikomu nie pozwalałaś się do niego dotykać...
-Jej szklane oko jest z brakującej części zrobione. Kryształ był podzielony na trzy części, jedną mam ja, drugą otrzymał Hao, a jej przywróciłam nim wzrok~oznajmiła o dziwo bardzo poważnie brunetka.
-Ale kamień ma skutki uboczne ?-tym razem spytał z jakąś nadzieją Hotaru.
-Tak ma-odpowiedział za Maję Derksnen.
-Jakie ?
-Podział duszy i osobowości. Do następnego nowiu można jej wmówić fałszywy pogląd własnego życiorysu i zdobyć kawałek należący do jej klanu-mruknął Tao. Był wściekły, że nie dopilnowali tak ważnej sprawy.
-Wychodzę-dodał później.
-Gdzie ?-spytały jednocześnie Asakura i Potter.
-Nie ważne...
-Nową zabawkę sobie znajdziesz w świecie ludzi ?-spytał z głupim uśmieszkiem niebieskowłosy, wiedząc jak to by się skończyło.
-Żebyś zaraz ty się nią nie stał-warknął czerwonoooki, ale to prawda... Poszedł rozwiązać kilka spraw ze swoją "własnością". Chciał w końcu odreagować...


****

Maja zabij mnie xD Lili zresztą też .___.


czwartek, 28 sierpnia 2014

12. "Nie zostawiajcie mnie samej~!"

Tylko ciemność, czy to pustka ? Ale czy otchłań można nazwać pustką? Więc gdzie tak naprawdę jestem ? To sen, czy może naprawdę otchłań ? Co ja tu robię...
Gnijesz
Niby czemu ? To tylko sen, jeśli tylko się przebudzę wszystko minie, prawda ?
I kogo ty oszukujesz ? Przecież nic już nie masz... nawet snów i marzeń, pozbawiono Cię tego, prawda ?
Musisz zginąć. Musisz... Bo tak czy inaczej masz inne wyjście ?
Tak ? Nie...
No właśnie. Grzeczna dziewczynka... Pionek powinien się słuchać....
Nie jestem pionkiem. Jestem nikim.
To, to samo.
Nie. Nie to samo, nic nie jest już takie same...
-Mari~delikatny głos, lekki i ciepły dotyk. Muśnięcie ręką po policzku, ciepłą dłonią.... Zupełnie przeciwieństwo mnie... Ja tylko krzywdzę i mam zawsze chłodne dłonie.
-Shi~ Obudź się~kto to ? Po o ktoś mnie budzi, ale tak naprawdę gdzie ja jestem ? Co się stało wczorajszego dnia ?
Poderwałam się do góry w siadzie z potwornym bólem głowy, ale oczy wciąż były zamknięte. Dopiero po chwili, orientując się rękami czy rzeczywiście siedzę, uchyliłam powieki.
Światło. Oślepiające światło słoneczne, którego tak nie znosiłam raziło. Cały obraz był zamazany.
-Mistrzu obudziła się~?-jakiś krzyk ? Czuj, jaki mistrz ? Czemu nic nie mogę skojarzyć ? Posklejać proste fakty w całość ? Sprawia to jakiś trud ?
Gdzie ja jestem ? Z kim ?
-Tak Merry~chan obudziła się-cisze warknięcie. Znam ten głos, ale skąd ? Merry ? Znam to nazwisko... Skąd ? Czemu nic nie pamiętam, a jeśli już to tylko przez mgłę ?!
Nareszcie widziałam w miarę "normalnie", chociaż światło nadal podrażniało wszystko. Koło mnie stała niebieskooka szatyna, a za nią jakaś dziewczyna o kolorowych włosach i dwukolorowych oczach, jednakże obie chowały się za postacią jakiegoś szatyna.
-Co ja tu robię ?-pierwsze pytanie padło z moich ust. Złapałam się za obolałe skronie.
-Mieszkasz-stwierdził szatyn. Nie, nie mieszkam.
-Żartujesz, nie ?-prychnęłam. Próbowałam sobie skojarzyć kim ON jest, ale póki co ledwo pamiętałam kim JA jestem.. Każde wspomnienie jest widziane jak przez mgłę.
-Oczywiście, że nie-oznajmił ze spokojem, gładząc ręką po moim policzku. Od razu przeszedł mnie prąd i jakby negatywne odczucia.
KAMIEŃ THREBE
To jedyne co sobie przypominam, ten głos wręcz huczał. Czym jest ten kamień ? Co on oznacza ? Co ja znaczę ?
-Zabieraj tę łapę zboczeńcu~!-krzyknęłam, poderwując się do pozycji stojącej.  Widziałam jak te dwie co za nim stały prawie ze śmiechu poupadały na ziemię.
-Nikt do Ciebie nie ma szacunku, jak widzisz Hao~!-odezwała się kolorowowłosa.
-Nawet ona gdy ma amnezję Cię nie szanuje, a jak się skończy ten chwilowy zanik pamięci to radziłabym Ci zwiewać Asakura-zachichotała szatynka.
Hao Asakura ?
Nienawiść. Demon, zwykły i pokrzywdzony człowiek...
-Ona jest nieszkodliwa-mruknął wskazując na mnie. Dopiero teraz zwróciłam uwagę iż znajduję się w jakimś zamkniętym pokoju. Pierwsze skojarzenie-Psychiatryk ?
-Nie, nikt Cię nie zamknął z wariatkowie-westchnął ten zbok. Obrzuciłam go tylko poirytowane spojrzeniem. Zauważyłam też iż te dwie dziwnie na mnie zerkają. Co ze mną nie tak ?
Wlepiłam swój wzrok na bose stopy... Zaraz, zaraz czemu są bose ?

Czy ja nie byłam wczoraj inaczej ubrana ?
Gdzie ja wczoraj w ogóle byłam ?
Bal, idiotko.
Jaki bal ? Czym jestem, że chodzę na "przyjęcia" ?
Nic nie wartą nieudacznicą.
Przyjęcie z okazji zjednania demonów i szamanów w jakimś stopniu... ty tam byłaś. Elegancki bal był...
Nie byłam na nim...
Byłaś! Nieudacznico! Byłaś!
Usłyszałam czyjś śmiech, który wyrwał mnie z przemyśleń i nabzdyczanego Hao z tego co pamiętam...
-Nie wysilaj się z myśleniem~! Mari.-oznajmiła jedna z nich. Zmierzyłam ją nieufnym spojrzeniem, ale chciałam by dalej mi wszystko wytłumaczyła.-Ja jestem  Magda. Magda Trancy, a to jest Vivianne Merry-dodała wskazując na niebieskooką szatynkę.
-Powiesz Mi co tam u Mai ?-spytała Magda. Jej oczy błyszczały się wręcz z podekscytowania.
Nie wiesz pozorom, to wszystko kłamstwo.... 
Jakiej Mai ?
Tej przez, którą masz jakąkolwiek wartość, masz kamień...
Jaki kamień ? Jaka Maja ?!
Przed oczami jakby widniała brunetka o dwukolorowych oczach, lekko uśmiechnięta. Długie czarne włosy opadały swobodnie na jej ramiona, a na swoje zielone oko nałożyła przepaskę lekarską.
Piękna dziewczyna~
Demon.
Jak dla mnie anioł...
-Możesz o niej nie wspominać?!-warknął Asakura, mierząc dziewczynę zdenerwowanym i politowanym spojrzeniem.
-No co się czepiasz, Hao. W końcu wszyscy wiemy, że twoja własna siostra jest od Ciebie silniejsza-szatynka nadal chichotała, wykrzywiając usta przy tym w wrednym grymasie co długowłosego coraz bardziej irytowało.
Tylko co JA mam z tym wspólnego ?
-Zostawcie nas samych-nakazał Mag i Viv, ja też chcę...
-Zabierzcie mnie ze sobą-jęknęłam błagalnie na nie patrząc, jak wychodziły z pomieszczenia, zostawiając mnie samą z tym zbokiem.-Ja nie chcę być z tym pedoberem~!!!!



****
-Maju znajdziemy ją~!-mruknęła Li stojąc koło swojej ulubienicy i ukochanej kuzynki, która nie wyglądała na szczęśliwą.
-Tak. Znajdziemy wtedy gdy spełni na niej twoje marzenia-wywarczała brunetka. Czemu nie dopilnowała Shi ~?
-Bo może nie jest małym dzieckiem, Rachel-stwierdził Derksen, opierając się o framugę pokoju.
-Jak dla mnie jest-prychnął Hotaru, za którym wszedł do pomieszczenia Michał, a raczej blondyn niósł nibieskowłosego, bo ten ledwo się ruszał... ale to długa historia...
-Ktoś ma może jakiś pomysł ?-padło w końcu konkretne pytanie, na które Asakura prychnęła zirytowana.
-Tak ja mam~!-oznajmiła radośnie rudowłosa. Dopiero teraz wszyscy zauważyli włącznie z samą Rachel, że jej ukochany rudy jednorożec, miał na sobie mundurek...
-Mamo numer dwa-Kiedy ty byłaś w Hogwarcie ?-spytał ciekawsko Jeff.
-No dzisiaj, ale Szymek mnie pogonił-fuknęła czerwonooka. Najchętniej by przywaliła teraz swojemu braciszkowi, ale Krystian już to "skutecznie" zrobił w nocy.-Udało mi się tylko kilka ksiąg zabrać~ W tym jedna o jakiś artefaktach, czyli ląduje do śmieci~

Można mnie śmiało zabić v.v

środa, 27 sierpnia 2014

11. "Przez Kamień Threbe masz większą wartość"

Spokojnie tu jest.. z spokojnie. Ściany nie wybuchają, nic się nie "samo" nie przewraca, żadnych kłótni ? Nie pasuje mi tu coś.
Idę spokojnie korytarzem w stronę ogrodu. Widzę Hotaru gadającego z jakąś brunetką i jakimś chłopakiem.
Jestem ciekawa kto to ? Skądś mi się kojarzą... ale skąd ?
Nie chodzi mi o tego niebieskowłosego debila, jego to ja już znam "za dobrze"~!
Ta czarnowłosa z kimś mi się kojarzy tak samo jak ten chłopak... Tylko z kim ?
-Oj Jeff gdzie twój chłopak ?-mruknął niebieskowłosy śmiejąc się lekko-Czy znowu sam przyszedłeś, bo Hibiya zwiał~?
-Przestań~mruknęła brunetka, ja stałam w bezpiecznej odległości obserwując tą jakże "interesującą" dyskusję.
-No dobrze, Psyche~chan.-Psyche ? To nie jej miałam dostarczyć jakąś wiadomość ? Jednak intuicja mówi mi, że skądś ją jeszcze znam, ale skąd ?
Ładna jest, a nawet mogę powiedzieć, ze nienaturalnie ładna albo raczej perfekcyjna, jakby udoskonalona przez kogoś.
Chciałam już przejść koło nich niezauważona, kiedy ten chłopak krzyknął coś w moją stronę.
-Ohayo Mari~chan!
-O Mari czemu nie dołączyłaś ?-spytała  czarnowłosa. Zmierzyłam ją nieśmiałym spojrzeniem, nie lubiłam kontaktów z ludźmi. Nie znosiłam towarzystwa... nie wróć! Oni mnie nienawidzili, więc nie chciałam się mieszać... tylko zniknąć niezauważona.
-Jeszcze by coś rozwaliła-prychnął niebieskowłosy wyraźnie niezadowolony z mojej obecności. Ma problem, teraz jej przekażę tą cholerną korespondencje i po kłopocie~
-Psyche~chan mogę Cię prosić na słówko~?-usiłowałam wymusić uśmiech i odezwałam się najdziecinniejszym głosikiem jakim mogłam.
-No dobrze, ale o co chodzi ?
-O to-mruknęłam wyciągając z rękawa ładni zapieczętowaną kopertę.
-A o to~! Później mi to dasz, na razie chcę ich trochę pomęczyć, nie uważasz iż też mogłabyś ?-spytała z delikatnym uśmiechem, różowooka.-Albo Rachel mi to przekaże-dodała ciągnąć Jeffa za włosy i tak samo Hotaru w stronę drzwi do Sali balowej.
Fajnie, to ja mam niby później to przekazać ?! Ciekawe kiedy ?!
Jednak widzę jedną zaletę w tym. Poznałam ich, ale nadal mam to cholerne odczucie... Nie będę się tym przejmować~
Jak wyjdę na chwilę na dwór, odpocznę... może...


***
-Ohayo Shi~chan ?-znam ten głos, zbyt dobrze.  Jest za blisko. Za blisko mnie, ma zbyt dobre pole do ataku.
-Co ty tu robisz ?-spytałam ze spokojem, nie odwracając się do niego. Spokój Mari, spokój...
-A co ma robić kapłan Ognia i demon na tym przyjęciu ?-teraz stał przede mną. Jak zwykle ten idiotyczny uśmieszek, inny ubiór. "Elegancki". Chciałby, każdy wie iż jest on jednym wielkim skurwielem.
-Nie o to pytałam-próbowałam odpowiedzieć spokojnie na tą "zaczepkę", ale nie byłam wstanie. Chciałam się w tej chwili na niego rzucić. Odebrać mu to co on uważa za dar. Życie~
-Wiesz, że złość piękności szkodzi ?-ma chwilę. Przyrzekam tylko chwilę zanim złapię go za te jego kudły i dobije gołymi rękoma. "Kocham" tą kpinę i brak szacunku, z którym się do mnie odnosi. Wręcz z tej "miłości" bym udusiła...
~Zamknij się!!!-krzyczała, ale tylko moja podświadomość.
-Nie dotykaj mnie!-wywarczałam zastygając w bezruchu. Dla obserwatora TYLKO bawił się kosmykiem moich włosów, dla mnie AŻ zbyt blisko się posuwał.
-Co jesteś w takim złym nastroju Shi ? Przecież jeszcze nic Ci nawet nie zrobiłem-mruknął, kładąc drugą dłoń na moim policzku. Nic mi nie zrobił ? Nic ?!
Co kurwa on pieprzy ?! Zamordował moją siostrę, dobił cały klan, mi wyłupił oko, skazał na łaskę swojej siostry, pozbawił jakiejkolwiek nadziei, ale nie... NIC MI NIE ZROBIŁ ?!
-Masz pięć sekund by zejść mi z oczu! Przysięgam, jeszcze chwila a będziesz gnił w tej ziemi~!-wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
Byłam mimo wszystko blada. Przez to... bałam się ... Po raz pierwszy się bałam...
Byłam sama, nikogo prócz nas~
Boże, w którego nie wierzę-Zrób coś !
-Dostałaś ładny prezent od mojej siostry-wyszeptał na ucho, co wywołało nieprzyjemny dreszcz. Czemu mnie paraliżuje ? Dlaczego nie mam władzy nad swoim ciałem...
-Mi nie chciała podarować Kamienia Threbe, a tobie jakoś dała...-kontynuował. O czym on mówi ? Jaki kamień?! Co niby w tym dla NIEGO wartościowego ?!
-I co niby w związku z tym?!
-Nabrałaś wartości jako pionek-wymruczał, przybliżając się bliżej. Instynktownie się odsunęłam, wpadając na jakiś krzak i tym samym na ziemię i kujące ciernie.
-Odejdź rozumiesz ?! Nie jestem żadnym pionkiem, nie jestem zabawką ! Nie należę ani do Ciebie, ani do Mai, sama sobą rządzę~! Wynoś się, rozumiesz ?! Ale już !-po raz pierwszy nie wiedziałam co robić. Nie planowałam, nie myślałam, nie czułam nic. Tylko leciały te nieszczęsne łzy...
-Shi jesteś sama, jesteś pionkiem i jesteś MOJĄ własnością... Nie rozumiesz tego nadal ?




****
-Gdzie jest Mari ?-po raz pierwszy od godziny padło to pytanie... Wszyscy czekali na trzy osoby...
Rachel.
Hao i Marikę, którzy nie raczyli się pojawić.
Derksen też był ciekaw... Pewnie Maja gdzieś się ukryła i pije kawę z Kurushimi, ale gdzie Hao ? Coś tu nie gra.
-Gdzie jest Shi i mój brat~?!
-To ich nie ma z Tobą ?-spytał zaskoczony demon, mierząc ją uważnie wzrokiem.
-Widziałam jak Mari szła do ogrodu, a gdzie jest Asakura... tego nie wie nikt-nagle odezwała się brunetka o różowych oczach. Podsłucha trochę rozmowy i postanowiła się "uprzejmie" wtrącić.
Asakura szybko skojarzyła fakty i spojrzała znacząco na czerwonookiego, który również myślał o tym samym...
~Nie wróży to nic dobrego...~








Tak zabijcie mnie za tą beznadzieję !


10.Wszyscy kochają przyjęcia... wszyscy oprócz mnie


Siedziałam nabzdyczona i głodna, ale nie liczyłam na coś do jedzenia. To by było niezwykle zabawne, jakbym coś przyswoiła~ Zupełnie jak nie ja.
-Masz-mruknął podając mi kubek z kawą. O mój boże, w którego nie wierzę co z nim ?!
-Nic, po prostu słuchaj grzecznie co mam Ci do powiedzenia-warknął siadając na fotelu na przeciwko mnie. Skąd Izaya ma takie samoloty ? Nie wiem... naprawdę nie wiem.
-No to co przede mną zatailiście ?-spytałam wysilając się na spokój, ale złość, poirytowanie i ciekawość narastała. Był to skutek nie tylko rozmowy, ale tak naprawdę to wynik głodówki. No tak nie mogę przestać myśleć o jedzeniu. Colien właśnie to chyba wyczuła i pojawiła się. Widać, że zdenerwowała swoją obecnością Derksena, ale cóż ma problem.
-Nic nie zatailiśmy, ale nastąpiła mała zmiana planów...-zaczął, jakby ostrożnie.
-Jaka niby ?!-burknęłam niepokojąc się tym dziwnym tonem w jego głosie.
-Jak już mówił Ci Izaya, miałaś dostarczyć jakąś wiadomość po pozbyciu się Merry, ale musisz pojawić się na pewnej uroczystości...
-To wszystko ?
-Nie do końca... Jest to ważne spotkanie, a raczej uroczystość-mruknął-Musisz jakoś wyglądać, będziesz tam nas reprezentować, a raczej Rachel-zaczął, a ja wpadłam w szał.
-Chyba żartujesz ?! Co niby Maja ma ważnego do załatwienia, czy może raczej sama nie chce paradować jak jakiś debil w sukni ?!-wrzasnęłam, rozbijając o posadzkę pusty już kubek po kawie.
-Uspokój się dasz radę-stwierdził, przewracając oczami.-Po za tym przekażesz Psyche wiadomość. Będzie tam rada szamańska i część kapłanów, może uda mi się tam przyjść, ale sprawy rodzinne. Rozumiesz...
-Tak rozumiem!-prychnęłam zirytowana. Coraz bardziej nie podoba mi się to wszystko. Jednak dziwię się, że jeszcze mnie nie zabił... Zrobi to pewnie później.


*
-Jak ja się dałam na to namówić-westchnęłam, łapiąc się za głowę. Męczyłam się na wysokim obcasie i myślałam, że zaraz zerwę tę "suknię" chodźbym miała paradować w samej bieliźnie.
Rozglądałam się ciekawsko po sali, szukając jakiejś znajomej twarzy i namierzyłam tego niebieskowłosego bęcwała, który stanął tuż koło mnie.
-Jak Cię tu wpuścili, zaszczepiłaś się przeciwko wściekliźnie?-spytał uśmiechając się wrednie.
-Nie to nie było potrzebne, jednak jak patrzę na Ciebię to myślę, że powinnam poprosić Michała o szczepionkę przeciwko zarażeniu się od Ciebie głupotą-odwzajemniłam gest, a usta wykrzywiłam w krzywym grymasie.
-Dobra już dobra, może dzisiaj Cię zaakceptuje-westchnął uśmiechając się, ale tym razem miło, pogodnie i serdecznie.
-A ja muszę się zastanowić nad tą jakże cudowną propozycją-poklepałam go lekko po ramieniu. Zdziwiłam się kiedy schował się za moimi plecami, ale zrozumiałam o co mu chodzi, a tak naprawdę chodzi o Michała.
-Czemu się przed nim chowasz ?-zachichotałam cicho.
-Tyłek mnie będzie bolał-załkał, co w normalnej sytuacji doprowadziłoby mnie do furii, albo śmiechu.
-Ojoj jakie to przykre, a więc radź sobie sam-mruknęłam, machając mu na do widzenia i zaśmiałam się wrednie. Szach i mat. Muszę poszukać reszty i przekazać tą pieprzoną wiadomość. Może jednak Maja zechciała ruszyć tyłek i raczyła przyjść ?
-Marzysz Mariś, marzysz~ten znajomy dziecinny i cudowny jak dla mnie głos, odwróciłam się w stronę dochodzącego sygnału i ujrzałam brunetkę schowaną za jakąś rośliną w kącie sali. Nie wiem z jakich powodów rzuciłam się wręcz na nią, przewracając ją tym samym na podłogę.
-Widzisz Majuś, niepotrzebnie się martwiłaś~no i koło nas pojawiło się rudowłose stworzonko.
-Tak ty wredoto-burknęła czarnowłosa, była w dobrym nastroju.
-Co ty tutaj robisz? Myślałam, że nie przyjdziesz?
-No wiesz Mari... Ja tu tylko sprawdzam czy są wszyscy kapłani, a po za tym widzisz ile tu jest jedzenia~! Nee~? Jakbym mogła to niby przegapić, po za tym musiałam też zobaczyć czy nie zwiałaś-dodała z wrednym uśmieszkiem, po czym spoważniała-Wykonałaś zadanie ?
-Nie, bo Derksen mi przerwał-szepnęłam czerwieniąc się lekko z zażenowania.
-No i dobrze, bo teraz musisz dostarczyć Psyche wiadomość, a po za tym chcę abyś się czegoś dowiedziała...-zaczęła, jednak zniknęła mi z pola widzenia wraz za kamerdynerem z przekąskami i Lili. Świetnie czyli zostałam sama i co mam niby zrobić ?
Może się przejść ? Odpocząć od tych wszystkich ludzi, a raczej demonów i szamanów, duchów i idiotów. Tak zdecydowanie idę się przejść~

Tak Maju, Aya i Viv możecie mnie zabić V.V


9.Hako

Tak kolejny denny rozdział v.v


Stałam tyłem przytrzymując szatynkę nogą. Ciekałam na dalszy rozwój wydarzeń, aż ten śmiałek odważy się zaatakować. Jednak się nie doczekałam, ale otrzymałam za to odpowiedź na swoje wcześniejsze pytanie.
-Len Tao-mruknął chłopak, odwróciłam się do niego przodem... Brat Derksena ?! Nawet nie są podobni, on jest niższy i taki bardziej, no nie wiem... dziewczęcy, uroczy ?
Zebrało mi się w tej chwili na śmiech, bo jakoś nie mogłam sobie tego wyobrazić. Śmiałam się jak małe dziecko, nie wiadomo z czego, a w oczach przez wybuch emocji pojawiły się łzy.
-Co Cię tak śmieszy ?!-burknął cały czerwony, a w tym momencie zaliczyłam spotkanie z podłogą i łapałam się za obolały ze śmiechu brzuch.
-Ty mnie bawisz-odpowiedziałam, ocierając łzy śmiechu, co jak widać bardzo go zdenerwowało, ale był przez to jeszcze bardziej czerwony jak i słodki. Naprawdę słodziak z niego~! Nie wierzę, że jest braciskiem Derksena. Szkoda, że jeśli mnie zaatakuje muszę go zabić... Przykre, bardzo przykre.
Wycelował a moim kierunki guan-dao, z kontrolą ducha, ale chyba nie spodziewał się palącej posadzki dookoła niego ?
-Jak ty to zrobiłaś ?-spytała przestraszona, oraz pełna podziwu i zafascynowania dziewczyna, która trzymała się za ranę na przedramieniu.
-Czary-warknęłam w jej stronę.-Gabrielo-dodałam ciszej z uśmiechem. Nawet ładne imie, może jej przez to nie ukatrupię ?
-Skąd ty?-zaczęła przerażona szamanka, ale niestety jej przerwałam.
-Magia-prychnęłam i zmierzyłam wzrokiem fioletowłosego. Miał "lekko" nadpalone ubrania i wyglądał na wściekłego. Może się jeszcze trochę podrażnię ? Co mi w końcu szkodzi i tak zginie ? Będzię miał chociaż atrakcyjną śmierć.
-No i co Lenny, czemu teraz nie zastosujesz zasady-"Niszcz, albo zostaniesz zniszczony" ? A może po prostu jesteś za słaby by mnie zabić~?-prowokacja jest pierwszą rzeczą do sukcesu, dalej będzie wpołczucie, aż w końcu manipulacja.
-Zamknij się!
-Wiesz co ? To straszne, że wychowałeś się w takich warunkach, całkiem SAM. Bez bliskiej Ci osoby, np.brata...-ciągnęłam, dalej go prowokując. Wycelował we mnie ostrzem, po czym rzucił się wręcz na mnie. Wytrąciłam mu kopnięciem górnym guan-dao, ale on jak w jakimś amoku odbadażał mnie dosyć celnymi uderzeniami.
Dostałam nawet mocno w nos, co mnie jeszcze bardziej ucieszyło gdy zobaczyłam swoją krew na rękach.
-Shi~sama może Ci pomóc?-spytała w "najlepszym" momencie Col, ale cieszy mnie jej troska.
-Jak widzisz nie trzeba-wymruczałam, podcinając go i założyłam mu dźwignię tzw."policyjną" uniemożliwiając mu tym dalsze ataki. Rzucał się i to nawet bardzo. Muszę przyznać, że jakąś siłę to on ma.
-Puszczaj-wysywaczał z wściekłości, na co na moich ustach zawitał grymas bólu.
-A może to naprawdę nie ma sensu ? W końcu wiemy, ze jesteś tylko poionkem jak Gabriela, a pionki giną w tej grze~wyszeptałam, ale mimo wolnie narzuciły się myśli. W końcu też jestem pionkiem, ale i to już obojętne, skoro spłacam tylko dług.
-Może...
-No właśnie Lenny. Zakończmy już do przedstawienie, Delete możemy się pobawić~stwierdziłam, jednak coś mi nie grało. Za łatwo poszło...
Poczułam znaną śmiercionośną energię, czyżby do tego przedstawienia dołączył nowy aktor ? Przecież jego nie ma w scenariuszu, a może jest skoro skrypt wypisuje Maja ?
-Zostaw go-ten obojętny ton. Tak to na pewno TEN Tao, którego większość demonów się obawia i szanuje.  Po cholerę mi przeszkadza?!
-Niby czemu ? Zabawę mi psujesz-odpowiedziałam rozżalona, chociaż nie chciałam Lena zabijać, ale skoro mi przeszkadzał.
-Bo tak.
-Nie przestrzegasz zasad gry~!-trochę mnie to wnerwiło, zasady są jasne, ale ciemnie, gdyż oszustwo zawsze gdzieś się kryje i wygrywa mimowolnie.
-Zasady się zmieniły, a ty masz COŚ innego do załatwienia, po za tym musimy coś obgadać-warknął, odpychając mnie od złotokiego. To taka szkoda.
-Bawisz się w pieska na posyłki ?!-zachichotałam, ale widząc jego zirytowaną minę zamilkałam spokojnie, po za tym do rozumu przemówiło mi też mocne szarpnięcie za włosy.-No już przestaję, puszczaj!-krzyknęłam wyrywając się, po czym znalazłam się na ścianie plecami. Świetnie, nie ma co...
-Idź na cmentarz i na mnie czekaj. Jak zrobisz coś jeszcze głupszego to pożałujesz-w czerwonych oczach widziałam tylko tą wrogość i po części obojętność.
-No dobrze, do zobaczenia Lenny. Pa Gab~chan, następnym razem będzie lepsza zabawa~pomachałam i udałam się biegiem na cmentarz.


to nie jest z perspektywy Mari


-Jak widać braciszku zawdzięczasz mi rzucie-szepnął czerwonoki, łapiąc brata za podbródek.-Masz coś do zaoferowania w zamian ?
-Zjeżdżaj stąd, sam bym sobie poradził-warknął złotooki, mierząc demona wściekłym spojrzeniem pełnym jadu i nienawiści.
-Uwierz mi, że NIE. Zabiłaby Cię i się nie cackała, więc jesteś mi coś winien-wymruczał czerwonooki.
-Niby co ?~!
-Sam sobie TO wezmę-stwierdził Derksen, po czym gwałtownie pocałował Lena przygwożdżając go do ściany, jednak chciał przy innej okazji odebrać swoją "nagrodę".-Do zobaczenia braciszku~po czym zniknął, tak samo jak się pojawił i tym samym zostawił zdruzgotanego szamana ze swoimi przemyśleniami, samego.


*****

Znowu ten pieprzony samolot, ale tym razem prowadzi jakiś demon, a ja siedzę na przeciwko Derksena, czekając na "karę", albo na jej brak. Wszystko mi jedno~
-Musimy porozmawiać.
-Ciekawe o czym?-prychnęłam, odwracając głowę w bok, jednak demon pojawił się tuż przede mną.
-Maja Ci jeszcze nie wszystko powiedziała-dodał uśmiechając się lekko z wyższością i tajemniczością. Czego mi niby znowu nie powiedział ?!


to nie jest z perspektywy Mari


-Majuś nie przejmuj się Derksenem~!-zawołała pewna rudowłosa, wredna wiedźma, stojąc za czarnowłosą dziewczyną o dwukolorowych oczach, która patrzyła w spokoju na ogród, rozmyślając przy tym.
-Nie przejmuję się Derksenem, a raczej tym co on z NIĄ zrobi...
-Co by niby miał zrobić ? Może zabić, nadziać na pal, torturować i...-zaczęła wymieniać, ale widząc lekko poirytowaną Maję, przytuliła się do niej od tyłu.-Nie martw się, będzie dobrze!
-Nee~ Wiem o tym, bo mam zawsze rację, a jeśli to co założyłam się ma stać to wszystko idzie po moim planie~wymruczała Asakura, odwzajemniając uścisk.

niedziela, 24 sierpnia 2014

8. Czerwony kubotan

-Dokładniej gdzie jesteśmy ?-spytałam próbując się skupić, ale ten niebieskowłosy idiota specjalnie mi to utrudniał.-Możesz zostawić moje włosy ?!-wrzasnęłam nie wytrzymując jego zabaw moimi kudłami.
-Możecie się uspokoić ?-głos blondyna jak zwykle opanowany... zbyt opanowany.
-Możemy, ale może odpowiesz mi na moje pytanie Michał~san ?
-Jesteśmy w Chinach-odpowiedział. No to na pewno domyślę się gdzie... Co z tego iż ten kraj jest ogromny, na pewno się domyślę...
-Dokładniej ?-westchnęłam, próbując się uspokoić i w myślach policzyłam do dziesięciu.
-Koło posiadłości Tao, a raczej niedaleko cmentarza-mruknął, wychodząc z samolotu. Widać było, że Hotaru próbował się ukryć w jakimś schowku, ale przypadkowo wykopałam go w stronę Michała.
-No to MY mamy coś do załatwienia. Jak skończysz to czekaj tu na nas, a jeśli chodzi o niego-tu wskazał na Hotaru-Jeśli zobaczysz, że próbuje uciec daj znać~



*****

-Shi~sama gdzie idziemy ?-spytała Colien. Znowu mnie denerwowała, przecież sama dobrze wie co mamy do "załatwienia".
-I co się głupio pytasz-warknęłam, trzymając w ręce tasak. Tak dostałam go od Asakury w "prezencie", chociaż pamiętam co powiedziała na "do widzenia".
~Mariś masz go zwrócić w jednym kawałku to mój ulubiony i najostrzejszy model!~
Teraz mi jej brakuje i w sumie to się nudzę. Mimo tego, że mam tam zabić dwie "osóbki", a raczej dwóch idiotów narażających się Oriharze i Asakurze.
Znając moje "szczęście" coś nie pójdzie po mojej myśli. Póki co jest OK, ale pewnie nie na długo...
-Kogo musimy się pozbyć?-spytał duch. Pokręciłam głową z politowaniem, w końcu już jej to mówiłam...
-VIVIANNE MERRY-warknęłam znerwiona.-Zbyt wiele trupów dostarcza rodzinie Tao i Enowi...-dodałam ciszej, słysząc jakieś brzdęki. Spojrzałam w bok, a na moim ramieniu spoczywała katana.
Idiotyzm, naprawdę KTOŚ myśli, że mnie powstrzyma ?
-Czego tu szukasz ?-kolejne syknięcie z ust jakiejś kobiety ? Nie raczej dziewczyny.
-Przesłuchanie jakieś ?
-Odpowiadaj jak się do Ciebie mówi-poczułam uderzenie kubotanem w tył głowy. Nie czułam bólu, może trochę się złamałam w pół, ale nic nie czułam.
Złapałam się za tylną część czaszki.
-Shi~sama krwawisz~!-zauważyła jakże inteligentnie Col, no cóż przecież już tyle razy widziała jak krwawię, czy to jakiś nowy widok. Tyle blizn o tym świadczy...
Nie czułam nic, a nawet tylko zaczęłam się śmiać, to zabawne iż nie czułam bólu... W końcu go nie czułam, tylko zimno to co zawsze...
-Lepiej doceniaj swojego przeciwnika-nie panowałam nad rękami, po prostu rzuciłam tasakiem gdzie poczułam tą słabą energię foryoku.
-Shimatta~!!!-usłyszałam wrzask. Miałam zamknięte oczy, nie chcąc ujrzeć tego widoku. Mimo wszystko dostał się ten odór krwi, którego nie znosiłam. Moja nie miała jakiegoś zapachu, ale u większości ludzi jest intensywniejsza ta cuchnąca woń.
-Nie klnij-mruknęłam, otwierając oczy i odwracając się w tył spostrzegłam jakąś szamankę. Miała brązowe oczy i tego samego koloru włosy do ramion. Na nargarstkach miała pieszczochy i czerwoną wstążkę. Ona zaś była ubrana cała na czarno, a w ręce trzymała zakrwawiony moją krwią kubotan. Koło niej leżała katana, a w jej bucie (glanie) chował się mały, podręczny pistolet.
W jej ramieniu tak "ładnie" siedział Mój (a może raczej Mai) tasak. Pięknie ociekał krwią, chociaż nie tą co powinien.
-No i co teraz zrobisz ?-spytała z lekka przerażona, kiedy do niej podeszłam. Bez słowa wyciągnęłam broń z jej ramienia, nie zważając na protesty i krzyki oraz łzy. Wcześniej przewróciłam ją na ziemię i przytrzymałam pod swoim ciężarem.
-Mów co mi zrobisz ?!-pisnęła przerażona.
-A co miałabym z tobą zrobić ?-szepnęłam uśmiechając się.-Jeszcze mi się przydasz. Zaprowadzisz mnie grzecznie do Vivianne Merry-mruknęłam spokojnie. Widziałam, że się bała chociaż odzyskała odrobinę odwagi.
-Nie wiem gdzie Merry~san.-warknęła. Westchnęłam cicho. Czy chociaż raz ktoś mi może nie przerywać ?
-To dla kogo pracujesz ?-spytała, ale tym razem moja "przyjaciółka" Colien. Nie chciała odpowiedzieć. Dobrze inaczej się zabawimy. Wzięłam zakrwawiony tasak do rąk i przyłożyłam go do jej tętnicy szyjnej.
-Nadal będziesz mi utrudniać zadanie, czy odpowiesz grzecznie na pytanie ?-mruknęłam ze spokojem.
-Pracuję dla rodziny Tao.-pisnęła przerażona gdy przycisnęłam mocniej ostrze do jej skóry.
Dla Tao, ciekawe....
-Możesz zostawić zabawki mojej rodziny ?-usłyszałam czyjeś syknięcie za sobą.
-Hmpf-warknęłam. Ten głos należał do jakiegoś chłopaka, ale jego energia nie była zbyt silna...
-Może by się właściciel przedstawił, zanim ją dobiję?




Z perspektywy Mai


-Sądzisz, że da radę ?-spytał pewien dobrze mi już znany demon. Westchnęłam cichutko wpatrując się w widok za oknem. Obecnie byłam w biurze Izayi i czekałam na niego.
-Może?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Da radę, jest w końcu do mnie podobna...
-Ale też i inna Rachel-zwróciłam się ku niemu, a na moich ustach zawidniał uśmiech.
-Dlatego sobie poradzi, Derksen.
-Czy już czas ?
-Możesz iść...



****

Maju możesz mnie zabić .___. to Samo Aya



sobota, 16 sierpnia 2014

7. Karciana podróż

Następnego dnia próbowałam zasnąć, a gdy już mi się prawie udało, „ktoś” bezczelnie mnie obudził
-Shi~chan-ech czego on ode mnie chce ?
-Izaya~kun jest środek nocy. Czy tobie się popierdoliły pory dnia ?!-warknęłam, zakrywając się kołdrą do końca.
-Mari~chan jest już 6 nad ranem~! Po za tym za godzinę masz samolot-zawołał, ale ja go nie słuchałam i jedyne co zrobiłam to zakryłam się szczelniej kołdrą. Znowu mi zimno, czy wszędzie do jasnej cholery musi być ten cholerny chłód ?!
-Wstawaj~tym razem, oprócz krzyków, postanowił jeszcze wyrywać mi kołdrę. Trochę się z tym namęczył, gdyż ja naprawdę nie zamierzam jej puścić. Przywiązałam się do niej i to dosłownie. Przez niego zaplątałam się w materiał. Świetny początek dnia, nie ? Jak ja mam niby „pracować” skoro znowu jestem wyziębiona i jeszcze bardziej zmęczona ?! Ale przede wszystkim, poirytowana.
-Maja wynagrodzisz mi te wszystkie stracone godziny snu-warknęłam pod nosem, po czym dałam za wygraną, gdyż udało mi się wyplątać z cieplutkiego materiału.
Wczoraj zapomniałam spytać czy mam jakieś ciuchy na zmianę, bo Derksen jakoś nie palił się to pakowania, albo raczej do czekania, aż się spakuje.
A wczoraj byłam zbyt zmęczona by się przebrać.
-Masz pożyczyć jakieś ubrania?-jęknęłam zawstydzona jak i zażenowana, tym co robię. Od kiedy ja jestem zadana na czyjąś łaskę..? A no tak zapomniałam, od kiedy bezczelnie pojawiłam się na tym świecie.
-Oczywiście, pomyślałem o tym, jednak będą na ciebie chyba trochę przyduże~ Wydawało mi się, że…-w tym momencie rzuciłam mu w twarz poduszką by się uciszył, a sama podeszłam do jakiejś szafy, sprawdzając czy może tam są jakieś ubrania i były. Ku mojemu zadowoleniu, były jakieś czarne jeansy i z pewnością przyduża na mnie bluza. Od razu wzięłam to co na początku zauważyłam. Mi tam wszystko jedno, chodzi o to by było wygodne i przyduże.
Rozejrzałam się po pokoju. Na jakimś fotelu (ku mojemu utrapieniu w tej chwili) siedział Izaya, czytając coś na komórce.
Westchnęłam i weszłam do łazienki, a przynajmniej tak mi się wydaje , że jest to łazienka, albo naprawdę mam halucynacje.


*

-Powodzenia Shi~chan. Masz wszystko spakowane, począwszy od sprzętu kończywszy na ubraniach i przyborach toaletowych. Najpierw polecisz do Chin, a później zawiadomisz mnie czy udało się pozbyć „intruza”, później masz zaplanowany lot do Tokio, a w dalszych planach chcę byś przekazała tą wiadomość-w tym momencie otrzymałam małą kopertę, ładnie zapieczętowaną i podpisaną kaligraficznym pismem japońskim. –Powodzenia i jeszcze bym zapomniał, trzymaj~!-rzucił mi jeszcze telefon komórkowy po czym, gdzieś sobie poszedł, a ja weszłam do „swojego” środku transportu i doznałam szoku, widząc Hotaru.
-Co ty u kurwa robisz ?!-wydarłam się na całe gardło, patrząc na niego jak na idiotę. Ten tylko siedział sobie za sterami i nic nie robił z zaistniałej sytuacji.
-Miłe powitanie Mari, nie ma co-mruknął.
-Tłumacz co Ty tu do cholery robisz ?!-warknęłam, zaciskając dłonie w pięści.
-Maja kazała mi Cię przypilnować-jęknął, za co oberwał ode mnie w łeb.
-Chyba na odwrót-zobaczyłam za sobą jakiegoś blondyna. Kto się tu jeszcze zjawi ?!
-Ohayo Michał!-zawołał niebieskowłosy, po czym próbował zwiać.
-Może mi ktoś wytłumaczyć, co tu się wyprawia ?!-wrzasnęłam, a Michał pokręcił tylko głową z politowaniem.
-Maja i Izaya prosili mnie bym Cię przetransportował do Chin, a on-tu wskazał na Hotaru-Siedzi tu po części w ramach tak jakby „kary”.-odpowiedział.
-Fajnie, że przebywanie w moim towarzystwie to kara-fuknęłam, siadając na podłodze.-Kiedy ruszamy ?
-Już?-odpowiedział blondyn, pytaniem retorycznym. On w ogóle potrafi prowadzić samolot ? Zaraz się chyba przekonamy.
Zamknęłam oczy oczekując na śmierć. Nawet nie tak źle. Katastrofa lotnicza, która powstała na wskutek nieumiejętnego prowadzenia pojazdu przez pilota. Do tragedii doszło już przy starcie~
Czekałam teraz grzecznie na hasło „Ewakuacja”, ale nic takiego się nie stało.
Obok mnie siedział zadufany Phantomhive. Wyglądał na załamanego.
-Coś zrobił, że ponosisz tak wielką i okrutną karę ?-spytałam z przekąsem.
-Nic….-zaczął wymijająco.
-Próbowałeś kogoś lub coś zgwałcić ?-tak wiem, to jakże mądre pytanie nie mogło nie paść przy tej skromnej intelektualnie dyskusji.
-Ty myślisz, że ja lepszych rzeczy do roboty nie mam ?!
-Yyyy pomyślmy…. Nie ?-znowu wyniknie z tego kłótnia, jakoś mi to wisi i powiewa szczerze powiedziawszy~
-Chciałem tylko przytulić jedną z pokojówek-fuknął, na co zaliczyłam spotkanie drugiego stopnia z podłogą.
-Hotaru~kun jest różnica między tuleniem, a molestowaniem seksualnym -westchnął Michał, nie ukrywając swojej bez aprobaty i politowania, jednak wciąż się uśmiechał.
-Gdybyś nie był tak „kobiecy” pewnie nadawał byś się na alfonsa~stawierdziłam, udając zamyślenie. Tak nie mogłam się powstrzymać. Gdyby nie Michał, pewnie miniony wcześniej osobnik rzuciłby się na mnie~
-Możecie zająć się sobą, ale w bardziej cywylizowany sposób?!-warknął lekko zdenerwowany „pilot” tej kupy złomu.
-Z nim, to trochę trudne…-westchnęłam „załamana”.
-Chyba z tobą Mariś! A tak po za tym to kiedy będziemy na miejscu ?
-Niedługo Hotaru!


*

I tak właśnie skończyły się nasze kłótnie, a przerodziły się w zaciętą grę karcianą, a dokładniej Makao. Oczywiście zasady dawno wyjaśnione.
-Żądam dwójek-oznajmił.
-Chciałbyś, nadal nie rozumiesz zasad ?!
-Właśnie, że rozumiem!
-Tak na pewno, a ja jestem motylem i latam-warknęłam.
-Jak sobie przyczepisz skrzydła, to może…-przewróciłam tylko oczyma na to idiotyczne wręcz stwierdzenie.
Położyłam dwójkę trefl i tym samym skończyły mi się karty.
-Makao-krzyknęłam-I po Makale-dodałam uśmiechając się triumfalnie.
-Oszukiwałaś!-stwierdził, krzyżując ręce na poziomie klatki piersiowej i nadął policzki.
-Nie, wcale nie-odpowiedziałam zresztą całkiem szczerze.
-Każdy tak mówi…
-Nie każdy-mruknęłam-Nie cytuj starych komunałów-dodałam, tasując talię. Niestety wszystko wypadło mi z rąk, przez turbulencje.
-Michał~san kiedy będziemy?-zapytałam zdenerwowana. Kręciło mi się przez to cholerstwo w głowie, z czego Hotaru był niezwykle zadowolony i wręcz bawił go ten widok, dopóki sam nie wylądował na ziemi.
-Nie ma się z czego śmiać-warknęłam.
-Trochę pozytywnych emocji~
-Póki co nie są negatywne-szepnęłam. Obraz mi się mazał, po czym upadłam na ziemię uderzając o podłogę głową, ale powiem iż nie bolało. Jedyne odczucia jakie miałam to najpierw przeraźliwy chłód, a później ciepło…
-Mari wszystko w porządku?!-czy ten kretyn nie może być cicho ?!
-Nie, zamieniłam się ciałem z moim klonem, który ma Cię unicestwić, za brak kultury i przyzwoitości !
-Możecie się zamknąć?! Bo mam wrażenie jakbym przebywał z przedszkolakami co dopiero z piaskownicy wyszły! Zaraz dolatujemy, więc się uspokójcie!-krzyknął chyba wyprowadzony z równowagi blondyn.
 My przecież jesteśmy spokojnie, że nie ma co…
-A kiedy dokładnie będziemy ?-spytałam z nadzieją w głosie.
-Dokładniej ? Już. 







****

No napisałam "coś" .____. niestety brak weny doskwiera~ przykro mi ;_;

6. Troska ?

-Shi~chan, a więc od dzisiaj byś już zaczęła~ Mam dla Ciebie już dawno wydrukowane akta sprawy i proszę byś zajęła się dwojgiem ludzi, którzy są nie do końca nam na rękę... Jak i pomogła komuś-oznajmił brunet uśmiechając się lekko.-A i jeszcze bym zapomniał! Dostarczysz w wolnym czasie wiadomość~!-kontynuował. Nie jest źle, jakoś przeżyje... ale czy na pewno chcę się posunąć do morderstwa? Tak, chyba tak może nawet na pewno...
Wszystko to już jest obojętne. Teraz po części jestem zdana na łaskę Asakury, w końcu u niej pomieszkuje i ona mi pomaga~
-Dobrze-mruknęłam, nawet nie chciałam nic więcej mówić. Maja i Derksen byli lekko zaskoczeni, ale w pozytywny sposób, tym razem.
-Mariś jesteś pewna~?-czy to troska z jej strony, bo tak mi się wydało?
-Fajnie, że zapytałaś o to kilka godzin temu-prychnęłam,  co wywołało u niej uśmiech.
-My już musimy iść. Izaya jeśli to upierdliwe „coś” będzie sprawiać problemy, zaraz zostanie ustawiona do pionu-oznajmił w pośpiechu czerwonooki.
-Tak oberwiesz tym razem w ryj wazonem-warknęłam, Izaya i Asakura tylko przyglądali się „naszej dyskusji” śmiejąc się z nas.
-Żebyś się nie przeliczyła.
-Dobra, dobra… Idźcie już załatwiać co tam macie załatwić-wymruczałam, spuszczając głowę. Będę trochę za Mają tęsknić, ale skoro mam tak spłacić „dług” wobec niej, to muszę…

*
~Shi~chan rozchmurz się-zawołał Izaya, uśmiechając się do mnie. Obecnie w „coś” grał, chociaż były to różne pionki rozrzucone po planszy.
-Ech… Nadal nic mi szczegółowo nie wytłumaczyłeś-westchnęłam.
Ciekawe na jakich gra zasadach…?
-Ale Mari~chan na razie przeglądałem twoje akta, a chyba powinnaś się domyśli po tym co Ci wcześniej powiedziałem~
-Tak, bo na pewno domyśliłam się już kogo zabić. Co z tego, że na świecie mam ponad 7 miliardów ludzi, na pewno kurwa wiem o kogo chodzi?!-prychnęłam, zażenowana własną złością. Takie duperele mnie denerwowały…
-No dobrze, już dobrze. Uspokój się, bo mi biuro rozwalisz ~ Już Aly~chan zaczęłaś rozwalać rzeczy, więc u siebie chyba bym tego nie chciał~
-Wcale nic jej nie rozwaliłam~!-krzyknęłam na swoją i tak marną obronę. W sumie to zniszczyłam „parę” rzeczy, no ale tylko „parę”! To nie tak źle jak na mnie. Reszta tej bandy też z pewnością coś rozwala, biorąc pod uwagę burdel jaki ostatnio panował w Sali tronowej.
-Wiem co innego, Mari~chan. Z tego co patrzyłem, masz nieaktualne wyniki badań. Możesz to jakoś wyjaśnić skoro w twojej…-zaczął, jednak przerwałam, wtrącając się w pół zdania.
-Nie, nie mogę Ci tego wytłumaczyć. Przepraszam Izaya~kun, ale za przeproszeniem zamknij się jeśli chcesz wspominać o mojej przeszłości. Nawet Cię chyba polubię, ale to tylko jedna prośba, jeśli mamy rozmawiać „miło”-oznajmiłam z wymuszonym i na dodatek sztucznym uśmiechem na ustach. Chłopak tylko się szerzej uśmiechnął, po czym wziął z blatu jakąś teczkę.
-Tutaj masz wszystkie dane, dotyczące „ofiar”, możesz się jeszcze jeśli Ci się Mari chce pozbyć Lena Tao, ale to przy okazji~stwierdził.-Teraz możesz iść, a zaraz „ktoś” na dole zaprowadzi Cię do twojej kwatery, póki co. Masz już zapewniony wyjazd do Chin, a później do Tokio~ Chociaż z tego co mówiła Alyss, nabyłaś kilka nowych umiejętności-kontynuował. Yhym.. Ciekawe jakich ? Prócz kurwicy i chudnięcia w trybie natychmiastowym to chyba nic nie „nabyłam” nowego do  swojej kolekcji. A no tak, tylko to przeklęte oko jeszcze jest~


*
Weszłam cichutko do jakiegoś pokoju w podziemiach. Mam się tu na dzisiaj „skryć” Jak dla mnie przytulnie, a po za tym mogło by być gorzej, więc nie przeszkadzają mi obecne warunki. Ech, ale jutro trzeba będzie wstać…
Boże jak mi się nie chce.
-Shi~sama, a może to w końcu coś nowego?-spytała z nutą nadziei w głosie, Colien.
-Oczywiście, że nie i tak wiemy, że to wszystko skończy się tak szybko jak się zaczęło-westchnęłam, kładąc się na łóżku i patrząc w sufit. Delete jakoś nie przeszkadzał fakt, że nie dyskutowałam z nią zbyt często. I tak najlepiej ze wszystkich mnie zna, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie.
Mi wystarczy sama jej obecność, by jednak w duchu jakoś się cieszyć.






czwartek, 14 sierpnia 2014

5. "Ohayo Shi~chan"

-Nie, o nie ja nie będę pracować tak jak ty myślisz-fuknęłam krzyżując ręce na piersiach.-Oj Mariś jakoś musisz przetrzymać. Dasz radę-zachichotała, przewracając oczyma.-Ty już od razu jesteś na "nie",  a nawet nie wiesz o co chodzi.
-Chyba wolę nie wiedzieć-warknęłam.
-Nie, to nie to o czym ty myślisz~zaśmiała się, kręcąc głową z politowaniem.-Już wszystko załatwiłam, więc nie masz wyboru, po za tym otrzymałaś ode mnie sporo różnych rzeczy. Tak spłacasz dług.
-A co ja mam tutaj do powiedzenia ?!-wrzasnęłam, uderzając pięścią o biurko.
-Zastanówmy się... Może nic ?-zapytała retorycznie brunetka, uśmiechając się słodko, ale teraz jakoś nie rozczulało mnie to. Miałam ochotę zabić.
-Ależ ona się do tego nie nadaje-mruknął jakiś znajomy mi już głos. Jednak postać "ów" osobnika nadal nie chciała wyjść z ukrycia, więc pozostawała w cieniu, ale tą energię trochę zdążyłam już poznać.
-Sam się do niczego nie nadajesz-warknęłam pod nosem, po czym wcięłam z biurka Mai jakąś książkę i rzuciłam nią w ciemność. Dało się usłyszeć huk i przekleństwo w moim kierunku.
-Rozwalisz mi zamek!-wrzasnęła Maja udając obrażoną i wkurzoną. Nie rozwalę... Jak na razie ucierpiał tylko raz Hotaru, jakiś nóż, filiżanka, kubek, wazon, regał i książka... No i Hao, ale on nie jest częścią zamku. Jest nikim.
-Powinien Cię za to zabić-warknął ten fioletowłosy, stojąc za mną.
-Przykro mi-rzuciłam od niechcenia, machając ręką na znak olewki.
-Derksen, jak widzisz nadaje się do tej roboty~!-mruknęła. Obecnie stałam odwrócona do nich przodem i widziałam, że zostawiłam "ładny" ślad po spotkaniu ze mną i książeczkami.
-Chyba aż za dobrze-no chyba jednak, powinnam przeprosić. Może, ale jakby nie zaczynał to by nie oberwał, ale t ja na niego wpadłam więc...
Ech dobra, chyba jednak wyjdzie na niego.
-Gomen (Przepraszam). Derksen ?-szepnęłam, pytając się czy dobrze zapamiętałam.
Dopiero teraz go przecież poznałam.... Jednak wydaje mi się jakbym kiedyś już tu była, ale to może tylko jakieś złudzenia ?
-To wspomnienia-mruknął czerwonooki, lekko się uśmiechając. Co prawda nie był to pozytywny gest, gdyż był przepełniony pogardą i kipną, ale mi to jakoś odpowiada, Inni też tak na mnie patrzyli i patrzą... Jestem przyzwyczajona do tego, że jestem zerem.
-Szanuj prywatność-odpowiedziałam, mierząc go obojętnym wzrokiem. Teraz wszystko było mi już obojętne....
-No to skoro tak i już się nie kłócimy o robotę, to niedługo jedziemy do Ikebukuro-oznajmiła dziewczyna.
-On też?-tu wskazałam na wcześniej minionego demona.
-Tak ja też z wami niestety muszę jechać-westchnął zażenowany.
-Ależ Derksen sam chciałeś~stwierdziła brunetka nadal uroczo się uśmiechając do fioletowłosego.
-Myślałem, że weźmiesz kogoś bardziej odpowiedniego...
-Ona się nadaje, zobaczysz ! Po za tym, jest mi coś winna, a ja jej~ Nawet ją polubiłam, nawet, a po za tym Derksen przecież i tak znasz ją od dawna, więc nie marudź. Sam się zgodziłeś~
-Niestety masz rację-westchnął, ja się tylko temu przyglądałam. Nie wiem łeb mi rozsadzało, jakbym cegłą oberwała.
-Jesteś spakowana ?-po chwili usłyszałam pytanie skierowane w moją stronę.
-Oczywiście-prychnęłam ironicznie, ale co miałam niby pakować? Mam ciuchy od Mai i jedne swoje, które są zniszczone, glan jednak je teraz noszę no i nóż również mam przy sobie. Co najwyżej w "moim" pokoju zostały dwie pamiątki po siostrze i rodzinie...




****
-Nie wierzę, że się zgodziłam-westchnęłam, stojąc przed wieżowcem wraz z Mają i Derksenem. Patrzyłam na ten wielki budynek z przerażeniem, że ludzie mogli skonstruować coś tak brzydkiego~
-Nie miałaś nic do gadanie-mruknął chłopak, a ja chciałam już mu "podziękować" za te komunały, ale jakoś się powstrzymałam, a jemu wciąż nie schodził z ust ten ironiczny uśmieszek.
-Mari! Mari rusz się!-usłyszałam głos dziewczyny. Czemu ona kocha się nade mną znęcać psychicznie ? Dajcie odpocząć...
Wjechaliśmy windą na ostatnie piętro, gdzie jakiś "ochroniarz" zapytał Maję czego tu szukamy. Ona spojrzała na niego pogardliwie, po czym odpowiedziała chłodno.
-Izaya nie będzie zadowolony, że nas zatrzymujesz-od razu się odsunął i gdzieś pobiegł, przepraszając najmocniej za zamieszanie.
Moi "współtowarzysze" tylko prychnęli, po czym weszliśmy do jakiegoś gabinetu.
-Ohayo Aly~chan !-tak to ta sama osoba, z którą Asakura rozmawiała wczoraj.
-Ohayo Izaya~kun, przyprowadziłam kogoś do pomocy-powiedziała, po czym kiwnęła głową do Derksena, który położył na blacie jakąś teczkę.
-Hym ciekawe... A więc Ohayo Shi~chan, zaraz wszystko Ci wytłumaczę co i jak~!-oznajmił.
Chyba wolę nie wiedzieć "co i jak"....

środa, 13 sierpnia 2014

4. Dług

Naprawdę byłam szczęśliwa jej widokiem. Jej roześmianej lekko twarzy i tej małej dziecinności.
Hao ?
Dla mnie i tak to jest tylko i wyłącznie morderca i robactwo.
-Może lepszą byś miała o mnie opinię Shi?-wyszeptał ledwo dosłyszalnie, ale tak bym tylko ja usłyszała.
Obiecuję, że podpalę mu te jego kudły, za czytanie w moich myślach. Moje pieprzone, głupie myśli są dla MNIE nie dla jego mało zacnej osoby.
-Może być ze mnie zszedł?-warknęła wyrywając się.
On nadal nie chciał zrzucić swojego ciężaru ze mnie, przez co jeszcze bardziej się wyrywałam. Słyszałam słaby chichot brunetki. Mnie to nie bawiło~
-Hao spadaj stąd-odezwała się w końcu-Czy może mamy Ci pokazać gdzie są drzwi~?-dodała. Czy ja spadłam już tak nisko, że ona musiała mi pomagać ?
Tak, chyba właśnie tak nisko upadłam by prosić kogoś o pomoc. Potwierdziłam to rzucając jej nawet wdzięczne spojrzenie.
-Dobrze, ale i tak wiesz, że walki was nie ominą-mruknął i chwiejnym krokiem wstał ze mnie, za co zarobił ode mnie ładnego kopa w brzuch. Lekko się przez to zgiął, a po jego twarzy przeminął grymas bólu. Nie mój problem, przy innej okazji będzie błagał o litość.
-Aha.-ziewnęła-Nudny jesteś wiesz~ dodała patrząc na niego już z lekką irytacją, na mnie zresztą taż.-Mariś skoro ma sobie iść, to mu na to grzecznie pozwól, no chyba, że....
Pokręciłam przecząco głową, zmrużywszy powieki podniosłam się do pozycji siedzącej i rzuciłam w nią swoją bluzą. Tak ja jak zawsze zamiast chodzić jak człowiek, paraduje w przydużej męskiej bluzie, glanach i szortach. Co prawda ona też zawsze na czarno i te kolczyki.... dosłownie wszędzie.
-Nawet nie kończ-jęknęłam cicho, udając załamaną. Domyślałam się co chce powiedzieć, chociaż z nią to do cholery nigdy nic nie wiadomo.
Nim się obejrzałam to Hao już nie było z nami. I dobrze, póki co...
-Musimy pogadać-stwierdziła dziewczyna, łapiąc mnie za ramię.
-Śnisz chyba dziewczynko?-warknęłam wyrywając się, a ta wykręciła mi rękę. Syknęłam lekko w bólu, kto by pomyślał, że ma tyle siły ?
-Idziemy-rzuciła, popychając mnie do przodu. Czuję się jak jakaś kukła.
-Daj mi spokój-burknęłam wyrywając się-Mogę iść sama, a teraz mów co tam chciałaś i daj mi spokój-dodałam, przewracając oczyma.
-Idziemy do biblioteki-mruknęła, a ja ledwo pohamowałam śmiech i pewnie zaliczyłabym bliskie spotkanie z glebą, gdyby nie fakt, że nie miałam humoru nawet na takie duperele. Myślałam, że ona sobie żartuje z nudów, w końcu ciągle marudzi, że jej się nudzi, albo ma coś do zrobienia.
-Żartujesz nie ?-spytałam, a ona tylko pokręciła przecząco głową. Boże, nie.... Nie chce mi się nigdzie iść, mam ochotę tylko i wyłącznie spać.



****
-Mam do Ciebie prośbę-zaczęła "delikatnie" temat. W sumie to wolę tak, niż owijanie w bawełnę. Przynajmniej niech jasno postawi warunki.
-Co takiego mam zrobić?-ziewnęłam. Akurat nie chodziło o fakt, że nie chciałam jej słuchać, bo chyba nawet byłam ciekawa. Zmęczenie i nieprzespane noce zawsze jednak dają o sobie znać.
-Powiedziałam Ci "tamtego dnia", że nic nie dostaje się za darmo. Czas spłacić dług, Mariś-oznajmiłaś Maju uśmiechając się chytrze, ale też z drugiej strony życzliwie, albo ja mam już jakieś schizy.
-Co mam więc zrobić ?
-Ach to nic takiego, tylko wykonasz dla mnie i jeszcze kogoś, pewne zadanie-znowu ten tajemniczy uśmiech, ukazałam się na twojej twarzyczce.
Podnosisz słuchawkę z biurka i wykręcasz jakiś numer.
-Ohayo Izaya-kun-mruknęła. Siedziałyśmy w jakimś gabinecie, a Maja rozmawiała przez telefon z kimś.
-Ohayo Aly~chan~!-dało się usłyszeć ze słuchawki czyjś radosny jak również donośny głos.
-Potrzebowałeś kogoś do roboty...? Więc już masz poleconą przeze mnie pewną osóbkę-spojrzałam na dziewczynę z pewną obawą. Co kurwa ?! Jaką robotę ?